LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kuchnia bliskowschodnia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kuchnia bliskowschodnia. Pokaż wszystkie posty

2014-08-04

Zdążyć przed upałem. Kurczak w sosie pomidorowym z oliwkami


 Upały wypędzają mnie z kuchni, ale czasami chciałoby się zjeść coś innego niż sałatka. Dziś udusiłam bardzo szybkie danie z podudzi   kurczaka, bo one dadzą się przygotować najszybciej - tzn. duszenie tych kawałków mięsa trwa stosunkowo krótko. I o to chodzi w takie dni jak ten. Poza tym:  można takie danie przygotować na dwa - trzy dni, jeśli tylko rodzina nie marudzi. Zresztą, w upalne dni nikt nie ma prawa narzekać na monotonne menu, bo  alternatywą będą ( w najlepszym razie!) kanapki.

Gotowanie nie sprawia mi ostatnio wystarczającej frajdy, by się tym dzielić,  stąd długa nieobecność na blogu, a najlepsze potrawy ostatnich miesięcy i tak  nie zostały z braku czasu sfotografowane (żal tych kurcząt faszerowanych, steków i przepiórek...). Zatęskniłam jednak i wracam z łatwym i szybkim  przepisem. Nie znudził Wam się jeszcze kurczak?

Oto przepis na kurczaka duszonego w pomidorach, z dodatkiem oliwek i ziół. Receptura z gatunku "pokrój grubo i wrzuć do garnka".

Kurczak w sosie pomidorowym z oliwkami

Składniki:

  • 8 podudzi z kurczaka
  • 2 grubo pokrojone cebule (w ósemki)
  • 4 ząbki czosnku
  • garść oliwek
  • 2 duże pomidory obrane ze skórki i pokrojone w kostkę albo 2/3 szklanki pomidorowej passaty
  • kilka gałązek tymianku
  • 2 łyżki przyprawy za'atar (można pominąć i dodać więcej tymianku)
  • sól, pieprz
  • 2 łyżki oleju do podsmażenia składników
  • woda do podlewania potrawy
W rondlu o grubym dnie lub na dobrej patelni rozgrzać olej, obsmażyć na nim posolone i oprószone pieprzem kawałki kurczaka, dorzucić niestarannie pokrojone cebule, ząbki czosnku  w całości, dodać zioła, oliwki, pokrojone pomidory lub passatę i dusić potrawę pod przykryciem około 25 - 30 minut, aż mięso zmięknie, a sos apetycznie oklei mięso. W trakcie duszenia potrawę zamieszać  i podlać wodą, jeśli sos zredukuje się za bardzo. Gdyby jednak sos okazał się zbyt rzadki, wystarczy nieco go zredukować w otwartym rondlu. 

Ja podałam moją potrawkę z makaronem razowym i sałatą, ale jeśli smak sosu nie jest intensywnie pomidorowy, tak przygotowany kurczak dobrze smakuje z  młodymi ziemniakami i mizerią. U mnie  -  jutro. Mniam.



2013-07-22

Danie doskonałe: pieczony kurczak z klementynkami i arakiem /Roasted chicken with clementines&arak


Tego wpisu miało nie być i już! Danie okazało się zbyt dobre, by dzielić się przepisem ;) Poza tym: przygotowane ponownie ujawniło pewną cechę charakterystyczną - tego przepisu nie da się powtórzyć, bo za drugim razem wychodzi coś pysznego, ale... smakuje inaczej, mimo iż skrupulatnie (jak na moje możliwości) przestrzegałam receptury z doskonałej książki kucharskiej Jeruzalem...

Za pierwszym razem było to tak: zaprosiłam znajomych na ucztę w stylu izraelskim i - mimo iż przygotowałam również francuskie przystawki i włoski deser - danie główne było już w stylu współczesnej kuchni izraelskiej albo, dokładniej, w stylu restauracji Ottolenggii.

Niektórym ze znajomych kurczak smakował niezwykle (nie obyło się bez dokładki!), inni zjedli danie z apetytem, ale chyba bez zrozumienia, ekscytując się głównie dodatkiem kopru włoskiego, którego nie lubią, poza tym nie mają zwyczaju nikogo chwalić ;)

Następnym razem przygotowałam tego kurczaka dla rodziny - i tu (niespodzianka!) pełen sukses, choć smak nieco inny. Skąd różnica w smaku? Ano -wystarczy dać nieco więcej nasion suszonego kopru włoskiego albo podwoić proporcje i już mięso, a z nim warzywa, zachowują się w piekarniku inaczej... No i ten arak! Kto dzisiaj miewa w domu arak? Już łatwiej o uso albo o inną anyżówkę, ale może wystarczy jakiś dobry destylat owocowy lub dobry koniak? Spróbujcie! Uznałam to danie za idealne na przyjęcia, bo można podać na stół blachę pełną kawałków mięsa w towarzystwie warzyw, owoców i przypraw, a przyjęcie (przynajmniej od strony kulinarnej) na pewno będzie udane... 
Przed państwem danie wspaniałe:

Roasted chicken with clementines&arak (Yotam Ottolenghi, Sami Tamimi, (Jerusalem)



Składniki dla 4 osób:

  • 100 ml araku  uso albo pernoda
  • 3 łyżki świeżo wyciśniętego soku z pomarańczy
  • 3 łyżki soku z cytryny
  • 2 łyżki gruboziarnistej musztardy
  • 3 łyżki jasnego brązowego cukru
  • 2 średnie bulwy kopru włoskiego (500 g)
  • 1 duży organiczny kurczak (ok 1,3 kg) podzielony na 8 części albo 8 kawałków kurczaka z kością i ze skórą (na przykład udka)
  • 4 klementynki ze skórką, pokrojone w półcentymetrowe plasterki (400 g)
  • 1 łyżka listków tymianku 
  • 2 i 1/2 łyżeczek pokruszonych nasion kopru włoskiego
  • sól i czarny pieprz
  • natka pietruszki do przybrania

    Pierwszych 6 składników należy połączyć w dużej misce, dodać 2 1/2 łyżeczki soli oraz 1 1/2 łyżeczki pieprzu, wymieszać wszystko dokładnie i odstawić. Bulwy kopru włoskiego podzielić wzdłuż na ćwiartki w kształcie łódek i dodać do marynaty. Dołożyć porcje kurczaka, plasterki klementynek, tymianek i nasiona kopru włoskiego. Zawartość dobrze wymieszać rękami - tak, by marynata oblepiła kurczaka i odstawić do lodówki na kilka godzin albo na całą noc.
    Przed pieczeniem wyjąć kurczaka z lodówki, by się odrobinę ogrzał (to moja uwaga), nagrzać piekarnik do temperatury 220 stopni i przełożyć kurczaka razem z marynatą do dużej blachy. Układać kawałki mięsa w jednej warstwie, skórką do góry. Piec około 35-40 minut ( raczej 45 - 50 minut, bowiem nieprofesjonalne piekarniki wymagają innego traktowania). Następnie wyjąć kurczaka, fenkuł i klementynki z brytfanny, a marynatę odlać do rondelka i zredukować. Polać nią gotowe danie. 

    Ja podpiekłam  danie  pod górną grzałką  piekarnika, by było tak rumiane jak w Jerusalem, a sos, którego przy podwojeniu proporcji składników było naprawdę dużo,  zredukowałam w rondelku, aż ładnie zgęstniał i polałam nim kurczaka tuż przed podaniem. Powiadam Wam - pycha! Do tego wystarczy ryż albo kuskus i  misa sałaty. U mnie były jednak pieczone bataty, na które przepis podam innym razem :) 



2013-03-17

Marynowana ryba w sosie słodko-kwaśnym z "Jerusalem"


Książki kucharskiej Jerusalem nikomu już chyba nie trzeba polecać, została uznana za jedną z ciekawszych pozycji na rynku książek kucharskich minionego roku. Ta  książka to prawdziwa kulinarna przygoda i świetny projekt, który dowodzi, że kuchnia łączy, łamie granice  i przekracza bariery. Oto dwaj pochodzący z Jerozolimy kucharze - Izraelczyk Jotam Ottolenghi i  Palestyńczyk Sami Tamimi - napisali kulinarny przewodnik po swoim ukochanym mieście, a raczej sentymentalną  książkę kucharską, która wyrasta z  osobistego doświadczenia każdego z autorów. Takie kulinarne spotkanie ponad podziałami... 

Ottolenghi to zresztą marka sama w sobie - jego restauracje w Londynie cieszą się ogromną popularnością, a serwują dania kuchni bliskowschodniej i śródziemnomorskiej.  Ja (na razie) mogę się jedynie cieszyć książkami Jerusalem i Ottolenghi  i przepisami z tych książek. Oto jeden z nich:

Marynowana ryba w sosie słodko-kwaśnym

Składniki:
  • 3 łyżki oleju
  • 2 średniej wielości cebule pokrojone w grube  talarki (350 g)
  • 1 łyżka nasion kolendry (utłuczonych w moździerzu)
  • 2 papryki (żółta i czerwona)
  • 2 ząbki czosnku (posiekane)
  • 3 liście laurowe
  • 1 i 1/2 łyżki curry
  • 3 pokrojone pomidory (zimą można według mnie  dać ok. 200 g pomidorów pelati z puszki)
  • 2 i 1/2 łyżki cukru
  • 5 łyżek octu jabłkowego
  • 500 gr białej morskiej ryby (dorsz, łupacz, sola)
  • mąka do panierowania
  • 2 duże jaja (rozmącone)
  • liście kolendry do posypania
  • sól, pieprz
Na dużej patelni rozgrzać 2 łyżki oleju i dodać pokrojoną cebulę oraz utłuczone ziarna kolendry, smażyć, mieszając, przez 5 minut. Następnie dodać pokrojoną paprykę, a po 8-10 minutach dorzucić na patelnię liście laurowe, czosnek, curry i pomidory. Dusić około 8 minut, mieszając od czasu do czasu. Na końcu dodać cukier, ocet jabłkowy, sól i pieprz i smażyć jeszcze przez chwilę.
Na drugiej patelni rozgrzać tymczasem pozostały olej i usmażyć na niej filety z ryby - z dwóch stron,  na złoto,  doprawione solą i dokładnie obtoczone (najpierw w mące, potem w jajku). Uważać, żeby ryby nie przypalić. Usmażone filety odsączyć na ręczniku  papierowym i ułożyć je na dnie patelni z warzywami.  Dodać 250 ml wody, by ryba była całkowicie zanurzona w sosie. Zapiekać danie na patelni w piekarniku nagrzanym do 190 stopni C. przez 10-12  minut. Przed podaniem posypać rybę listkami kolendry.

Danie jest pyszne na ciepło, ale - jak piszą autorzy - jeszcze lepiej smakuje pozostawione na dobę - dwie w lodówce. Nam ryba bardzo smakowała od razu  (spróbowaliśmy troszeczkę, by wiedzieć, jak smakuje), ale dopiero zjedzona następnego dnia  rozwinęła pełnię smaku.  Mogę powiedzieć, że to taka trochę lepsza ryba "po grecku"... Polecam. Naprawdę warto!

2012-02-05

Zupa dhal z soczewicy z pomidorami i kolendrą

 Tego zimna nie sposób nie zauważyć. Chciałoby się jadać głównie kasze, fasole, tłuste potrawy i pić rozgrzewającą herbatę z imbirem. W takim czasie bardzo na czasie będzie zupa z soczewicy, z dodatkiem pomidorów i kolendry. Doszło do tego, że jadamy taką zupę 2-3 razy w tygodniu i jeszcze nie mamy jej dość! Danie jest bardzo gęste i przypomina bardzo indyjską zupę dhal, ale: dhal czy nie dhal, jest  to po prostu mój autorski przepis,  który rozgrzewające właściwości zyskuje dzięki dodatkowi imbiru, chili, kuminu i innych wschodnich przypraw. Jako leniwa gospodyni i nieco fanaberyjna pani domu rzadko mam zapasy bulionu, dlatego zupy gotuję zwykle z dodatkiem warzyw korzeniowych, które stanowią wzbogacającą bazę smakową i zastępują kostki rosołowe i gotowe buliony. 

Składniki:
  • 200 g czerwonej soczewicy
  • 1 puszka krojonych pomidorów pelati
  • 2-3 łyżki pomidorowego koncentratu
  • 2 łyżki oleju
  • 1 marchew
  • 1 por
  • 1 cebula
  • 2-3 ząbki czosnku
  • kawałek selera
  • papryczka chili
  • 1 łyżka kuminu
  • 1 łyżka utłuczonych w moździerzu albo zmielonych nasion kolendry
  • kawałek imbiru
  • 1-2 łyżki garam masala lub ulubionej mieszanki curry
  • kilka gałązek świeżej kolendry
  • bulion lub woda
  • sól, pieprz 
Gotowanie  zaczynam od pokrojenia warzyw i innych składników - marchwi i selera w ulubione paski, nie tak drobne jak julienne, pora w talarki, a cebuli i czosnku w kostkę. Warzywa podsmażam na oleju, dodaję drobno pokrojone chili, starty na tarce imbir i pozostałe przyprawy, mieszam szybko, by nie przypalić składników, podlewając wszystko odrobiną wody. Po krótkiej chwili dodaję soczewicę,pokrojone w kostkę  pomidory, koncentrat pomidorowy i tyle wrzątku, by zupa była gęsta i gotuję około 25 minut albo trochę dłużej. Czasami duszę pomidory w osobnym rondlu i dodaję je do zupy pod koniec gotowania - mam wtedy gwarancję, że zupa ugotuje się szybciej. 

Doprawiam zupę grubą morską solą i świeżo zmielonym pieprzem, podaję z natką kolendry i nieustająco powtarzam: "jakie to dobre!" Mieszkanie cuchnie wschodnimi przyprawami, oczy pieką i łzawią, ale trudno -  widać tak być musi i nie pomaga wyciąg kuchenny ani wietrzenie wnętrz :) Za to zupa - palce lizać!

W innych wersjach tej samej zupy nie dodaję tylu wschodnich przypraw, za to wzbogacam smak podsmażonym boczkiem albo tymiankiem. Można też dodać suszone pomidory. Zaskakująco bogaty  smak. 

No i najważniejsze - my się zimy nie boimy! Pokrzykuję nieco na wyrost, bo w tym roku wyjątkowo źle znoszę tak silne mrozy, choć zimę uwielbiam :) 
Kot z powodu zimna stał się tak towarzyski, że albo siedzi u kogoś na kolanach, albo o to prosi, jak na poniższym zdjęciu... 


2011-10-15

Pora pieczonych warzyw. Bakłażan z dipem jogurtowym i pestkami granatu


Bakłażany  lśnią na stoiskach mojego bazarku, papryka aż się prosi, by ją kupić i upiec... Coś mi się stało i nerwowo piekę całe blachy  warzyw, by w pełni wykorzystać sezon. Nie mam  wprawdzie pojęcia, skąd pochodzą te dorodne bakłażany i subtelne cukinie, ale co tam -  sezon trwa! 
Mogłabym tej jesieni  jeść głównie przecierane zupy z upieczonych papryk, bakłażanów i cukinii, a karmelizowaną cebulę zajadać jako drugie danie; na śniadanie zaś najlepiej mi smakuje  domowy ajvar (czyli te same warzywa upieczone, zmiksowane, przetarte i odparowane), ale... dania te nie wiedzieć czemu jakoś mało odchudzają ;)

 Dodam więc do mej diety trochę zwierzęcego białka -  może pomoże mi dbać  o linię, bo plan mam ambitny: chcę jeść smacznie i chudnąć. Ha! 
To taka mała prowokacja wobec stanowiska dietetyków, którzy mdleją na samo brzmienie słów: gluten, masło, cukier czy wieprzowina. Polecają zaś napchane antybiotykami kurczaki oraz indyki. Też Was to złości? Protest się we mnie rodzi, ale z pokorą przyznaję, że moje  dotychczasowe menu nie sprzyjało odchudzaniu ;) 
Na lunch przygotowałam więc pieczone połówki bakłażanów, które piekły się obok innych warzyw, a podałam je z dipem jogurtowo-czosnkowym i pestkami granatu. Pyszne danie z dodatkiem świeżej mięty przeniosło mnie gdzieś  hen hen  aż w arabskie kraje... Albo do Izraela. O rany, jak tęsknię! Polecam.

Składniki:
  • 1 spory bakłażan (1/2 sztuki na  porcję)
  • odrobina oliwy do posmarowania 
  • kilka łyżek odchudzonego jogurtu naturalnego
  • ząbek czosnku
  • sól, świeżo zmielony pieprz
  • pestki granatu
  • mięta
Piekarnik nagrzewamy do temperatury 220 stopni. Bakłażana przecinamy na pół, nacinamy delikatnie wewnątrz w równą  kratkę - tak, by nie przeciąć skórki. Smarujemy z wierzchu oliwą (oszczędnie), posypujemy solą i pieczemy pod grillem koło 30 minut. Po wyjęciu z piekarnika studzimy i polewamy dipem z jogurtu doprawionego roztartym czosnkiem, pieprzem  i solą. Posypujemy pestkami granatu i listkami mięty. Zajadamy bez wyrzutów sumienia... choć warto jeszcze skropić gotowe danie oliwą extra vergine - dla smaku i zdrowia :)
Pozdrawiam Was serdecznie!

2011-08-24

Z tęsknoty za Tel Awiwem. Hummus

 Zatęskniłam za Tel Awiwem tak bardzo, że na fali wspomnień przygotowałam hummus, falafle/falafele? i upiekłam pity. Nie pomogło. Musiałam jeszcze posłuchać muzyki i obejrzeć zdjęcia. Najbardziej mi brak ciągnących się kilometrami plaż Tel Awiwu:

 Plaż, które zimą były dość puste, bo woda o temperaturze 21 stopni okazuje się dla Izraelczyków za zimna... Brak mi też  architektury miasta (Bauhaus!), jego knajpek i ludzi. A ludzi można spotkać tam naprawdę różnych. Żadne slogany nie oddadzą tego  klimatu różnorodności, rozmów po polsku, rosyjsku, angielsku. I gardłowej  hebrajszczyzny wspieranej silną gestykulacją. Tu   możecie przeczytać więcej o samym mieście.
Kiedy zaczęła się izraelska zima, morze wyglądało tak:

Spotkanie z miastem zaczęłam zaczęłam jednak w pogodny dzień od spaceru nad morzem, potem był hummus w Jaffie. Starożytna Jaffa jest już dziś niemal  częścią młodego Tel Awiwu i  to do niej chodzi się lub jeździ na hummus czy  falafel do arabskich knajpek. Odnowiona najstarsza część Jaffy pełna jest takich zakamarków:

 Na hummus jeździ się jednak do tej  zaniedbanej, ale za to bardziej autentycznej części miasta. Chciałam zrobić zdjęcie knajpki, w której jadłyśmy pyszny hummus, ale Liora powiedziała: " zostaw, jeszcze niejedno takie miejsce przed Tobą..." Wiedziała, o czym mówi, ale hummus podany z duszonymi pieczarkami w oliwie pozostanie w mojej pamięci. Pyszny był - zimna pasta i ciepłe pieczarki w oliwie to zaskakująco dobre połączenie!
Potem jadałyśmy hummus codziennie, a może nawet i dwa razy dziennie - począwszy od śniadania (bo hummus podaje się w Izraelu na śniadanie, więc był i na naszym szwedzkim stole w hotelu), po kolację w oazie na pustyni. Nic dziwnego, że po tygodniu miałam dość! Liora mówiła: "dajcie spokój - to przecież fast food". Miała nadzieję, że damy się wyciągnąć na sushi albo do jakiejś włoskiej czy francuskiej restauracji. Wybierałyśmy kuchnię wschodnią i śródziemnomorską. Sushi mamy w Warszawie...

Basia pisała, że ciecierzycę na  hummus należy moczyć w wodzie z dodatkiem sody, sodę dodaje się też do gotowania, by przyspieszyć sam proces gotowania i zmiękczyć ziarna cieciorki. Zaopatrzyłam się w arabskim sklepiku w produkty i ugotowałam. Oto mój hummus:

Składniki:
  • 1 szklanka suchej ciecierzycy
  • 2 łyżki sody
  • 1/2 szklanki pasty tahini
  • sok z 1 cytryny
  • 1-2 ząbki czosnku
  • 1/2 łyżeczki kuminu
  • sól
  • oliwa

 Cieciorkę wypłukałam kilkakrotnie i namoczyłam -  jak fasolę -  w misce z dużą ilością wody i 1 łyżką sody. Po 12 godzinach nadawała się już do gotowania. Wypłukałam ją ponownie, dodałam kolejną łyżkę sody  i gotowałam ciecierzycę do miękkości  - około 1,5 godziny. Po ugotowaniu odcedziłam, ale zachowałam wodę i zmiksowałam na puree, dodając trochę płynu (myślę, że  łatwiej byłoby użyć elektrycznej maszynki do mielenia...) Dodałam pastę tahini (Izraelczycy mówią: thina), sok z cytryny, rozgnieciony czosnek, znów trochę płynu od gotowania i przyprawy - i miksowałam aż  do uzyskania gładkiej i aksamitnej masy. Małka Kafka z restauracji Tel-Aviv twierdzi, że są dwie szkoły przygotowywania hummusu - na  mniej lub  bardzie aksamitną pastę. Ja wolę tę drugą... Podałam hummus z pyszną oliwą z pierwszego tłoczenia i z papryką, którą kupiłam na bazarze Karmel w dzielnicy jemeńskiej Tel Awiwu.  Trudno zapomnieć te widoki:


Hummus jedliśmy z domową pittą, bo tych gotowych naprawdę szczerze nie lubię. A pitty piekłam z tego podstawowego przepisu. Polecam!

Składniki:
  • 3 szklanki mąki
  • 1 szklanka wody
  • 1,5 g drożdży
  • 1 łyżeczka soli
  • 1/2 łyżeczki cukru
  • 2 łyżki oliwy
Mąkę przesiałam z solą. Drożdże rozpuściłam w wodzie, wymieszałam z cukrem, odrobiną mąki i odstawiłam na 15 minut. Do wyrośniętego zaczynu dodałam mąkę, wodę i oliwę i wyrabiałam ciasto w mikserze przez 5 minut albo trochę dłużej. Powinno być miękkie i elastyczne. Następnie  oprószyłam je mąką, przykryłam folią i odstawiłam  do wyrośnięcia w ciepłym miejscu do podwojenia objętości (około 1 godziny). Po wyrośnięciu  wyłożyłam  ciasto na stolnicę, ponownie krótko wyrobiłam, by pozbyć się nadmiaru powietrza i  podzieliłam na 8 równych części.  Każdą kulkę ciasta rozwałkowałam na okrągłe placki o średnicy ok. 15 cm i grubości ok. 5 -8  mm. Ułożyłam na posypanej mąką stolnicy,  przykryłam i pozostawiłam do wyrośnięcia na 20 minut. W międzyczasie nagrzałam piekarnik razem z blaszką do 230 st. C. Ułożyłam wyrośnięte chlebki na blasze i piekłam, aż napuchły - trwało to około 8 minut. Pity nie muszą się zarumienić, ale są ładniejsze i mnie takie bardziej smakują. Było pysznie, lecz tęsknota nie minęła...


Jeśli chcecie poczytać, co pisze prof. Hartman o Izraelu (warto!), zajrzyjcie tu:


2009-07-08

Boski za'atar

Ostatnio odbywam podróże kulinarne, nie wychodząc z domu. Przybywają do mnie egzotyczne herbaty albo - przyprawy! Właśnie w paczce od Buruuberii przybył wśród innych przypraw izraelskich - a raczej bliskowschodnich - za'atar. Ludzie, jakie to pyszne! Mieszanka ziołowo-sezamowa, której podstawowym składnikiem jest hyzop, kojarzący mi się głownie z rośliną biblijną, (Asperges me hyssopo et mundabor... - Pokrop mnie hyzopem, a będę oczyszczony;/ Obmyj mnie a ponad śnieg bielszy się stanę - Psalm 50. a. 51)* albo z leczniczą. A tu proszę - wchodzi w skład najpopularniejszej może mieszanki przypraw w Izraelu i Palestynie, i w całym arabskim świecie. W jego składzie można znaleźć hyzop lekarski, sezam, sól, ziarno sumaku (rhus coriaria). Poczytajcie sobie zresztą o za'atarze u Buruuberii.

Z czym i do czego podawać za'atar? Z pieczywem, czyli arabskim chlebem, pizzą, można też używać jako dodatku do warzyw czy mięs. No, pycha i tyle! Ja sobie spożyłam z oliwą extra vergine i upieczoną przeze mnie bułeczką. Doskonała kompozycja smaków gorzko-kwaśnych i sezamu. Ech! Dzięki, Basiu :) Jeśli ktoś zapragnął tej mieszanki, powinien sprawdzić, czy nie ma jej w sklepikach z arabską żywnością.

Jeszcze tylko jakaś lektura z klimatem kulinarnym albo izraelskim - i co tam deszcz za oknem! Ja polecam powieść (kontrowersyjną, owszem, ale i piękną opowieść o miłości, kuchni i życiu) izraelskiego pisarza Yossiego Avniego Ciotka Farhuma nie była dziwką (Sic! 2003)

http://img.kolporter.pl/pi/52/195375_Ciotka_farhuma_nie_byla_dziwka.jpg

oraz opowiadania mego ulubionego pisarza Etgara Kereta, choćby z tomu Rury (WAB 2007) - do uważnego czytania, bo to proza wielowarstwowa. Nowelistyczny majstersztyk, opowiadania, które łączą absurd i magię, humor i metafizykę, świetnie też obrazują wszelkie problemy mieszkańców Izraela, żyjących jak na bombie.



No więc za'atar z oliwą i bułeczką oraz lektura, przerywana miauczeniem zazdrosnego kota...


* Wiadomo, że jest to również antyfona, śpiewana w kościele katolickim przed mszą (Asperges me, Domine) i tytuł jednego z rozdziałów Ludzi bezdomnych Żeromskiego, w którym to Judym odwiedza śmiertelnie chorą kobietę.