LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

2009-01-25

Pączki oponki


Jako że trwa karnawał, postanowiłam usmażyć pączki. Męczyłam więc Mamę, aby przypomniała sobie nasz rodzinny przepis na oponki i - przypomniała sobie, choć nie dość dokładnie. Postanowiłam zaryzykować i przepis odtworzyłam jak umiałam, właściwie "na oko", ale pączki udały się bardzo i smakowały tak, jak te przed laty... Smaży się je z ciasta drożdżowego (krucho-drożdżowego?) ze śmietaną i nie wyrabia, ale zagniata na stolnicy dość szybko. Potem czeka już tylko wycinanie i smażenie w głębokim tłuszczu. Mnie wydają się takie oponki smaczniejsze, mniej tłuste i nie aż tak sycące jak zwykłe pączki drożdżowe. Można ich zjeść znacznie więcej!

Składniki:

  • 1/2 kg mąki
  • 5 dkg świeżych drożdży (nie wiem, możliwe, że można mniej)
  • 200 ml śmietany
  • 3 żółtka
  • 5 dkg masła
  • ok. 1/2 szklanki mleka
  • szczypta soli
  • 5 dkg cukru


Drożdże należy wymieszać z łyżką cukru i ze śmietaną, potem trzeba dodać mąkę i rozpuszczone oraz wystudzone masło. Żółtka ubić delikatnie z pozostałym cukrem i szczyptą soli i dodać do ciasta. Całość zagnieść, dolewając tyle ciepłego mleka, by dało się zagnieść miękkie i elastyczne ciasto. To tyle. Nie dałam mu nawet odpocząć, rozgrzałam olej i wycinałam obwarzanki oraz malutkie pączusie i smażyłam je partiami w głębokim oleju. Po usmażeniu układałam oponki na papierowych serwetkach (do odsączenia) i posypywałam cukrem pudrem z prawdziwą wanilią. Ech! Smak dzieciństwa odzyskany! Przedkładam nasze domowe oponki ponad zwykłe pączki i faworki, które nie bardzo mi smakują. Polecam.

Zupa z porów i ziemniaków


Nareszcie przypomniałam sobie o jednej z ulubionych i najprostszych zup! Jest to moja wersja popularnej francuskiej zupy z porów, którą zwykle miksuje się przed podaniem. Ileś lat temu odkryłam tę zupę w książce kucharskiej Neli Rubinstein i odtąd się nią inspiruję. Nie tylko jej nie miksuję, ale zależy mi na tym, by pokrojone w talarki pory i ziemniaki nie rozpadły się, dlatego gotuję warzywa niezbyt długo i prawie ich nie mieszam. Zupa najlepsza jest, oczywiście, z domowym bulionem drobiowym lub warzywnym, ale jeśli go nie mamy, można ratować się kostką rosołową lub ekologiczną jarzynką bez glutaminianu sodu. Podaję ją najczęściej czystą, by nie psuć smaku porów i ziemniaków, ale można ozdobić ją kleksem śmietany ;)

Składniki:
  • pory
  • ziemniaki (tyle samo porów co ziemniaków, na przykład 1 i 1/2 szklanki)
  • bulion lub woda + jarzynka (płynu potrzeba tyle, by zalać warzywa)
  • 50 ml białego wina
  • liść laurowy
  • szczypiorek lub tymianek
  • ząbek czosnku
  • ewentualnie kleks śmietany
  • 1 łyżka masła
  • 1 łyżka oleju
Pory i ziemniaki kroję w plastry. W garnku podsmażam na maśle pory z czosnkiem, uważając, by się nie zrumieniły. Zalewam winem i duszę chwilę do odparowania płynu. Dodaję ziemniaki, liść laurowy, ewentualnie kilka gałązek tymianku, zalewam warzywa bulionem (ale uważam z ilością, bo zupa ma być gęsta) i gotuję, dopóki ziemniaki nie zmiękną. Przed podaniem dekoruję kleksem śmietany (albo i nie...), posypuję szczypiorkiem i gotowe. Zachęcam do wypróbowania tej wersji!

2009-01-24

Mule w sosie maślano-cytrynowym

No i pozazdrościłam Ptasi! Podała przepis na mule, które ja jadałam dotychczas jedynie w restauracjach - w czwartki, bo wtedy przylatują samolotem świeże dostawy owoców morza do Warszawy.
Tymczasem okazało się, że można mule przechowane w wodzie morskiej kupić i w czwartek, i w sobotę - w Blue City... Skorzystaliśmy z okazji, bo lubimy mule. Pamiętam, jak ich nienawidziłam, bo smakowały mi potwornie - rybią wątróbką. Uważałam, że na świecie nie istnieje nic gorszego niż marynowany małż. Ba - pamiętam, że żywych brzydziłam się ogromnie, bo w dzieciństwie bawiliśmy się muszlami po małżach i często trzeba było najpierw usunąć intruza z muszli, by móc cieszyć się tą najpiękniejszą... Patrzyłam ze zgrozą na koleżankę, która to potrafiła. Trudno pokonać takie uprzedzenia z dzieciństwa, a jednak udało się.

Dziś lubię świeże mule - z makaronem, po włosku albo zwyczajnie, po marynarsku, w sosie z dużą ilością masła, cebuli, czosnku, wina i cytryny... Inny świat, tym bardziej widoczny, kiedy porównamy nasze regionalne produkty, smaki dzieciństwa, z prostymi przecież, ale dla nas egzotycznymi, owocami morza, na przykład z Holandii. Tak więc - by zaspokoić apetyt smakosza stęsknionego za niecodziennymi potrawami - kupiliśmy mule i białe wino; zaś by wrócić do smaków dzieciństwa - zakupiłam kiełbasę z Biłgoraja. Taką samą wędził mój Dziadek... Powstrzymałam się przed kupnem pieroga z serem i z kaszą, bo sama sobie upiekę podobny - taki, jaki piekła Babcia.

Całym sercem popieram ideę slow food i chciałabym ocalić regionalne produkty, dlatego kupuję co miesiąc w Blue City sery korycińskie, miody i wędliny. Mule to przecież raczej kaprys w mieście położonym daleko od morza...

Póki co jednak - zachciało nam się muli. Oto klasyczny przepis, który wręczono nam razem z opakowaniem małży. Tak przygotowują mule w restauracji Bazyliszek:

Składniki na dwie nieduże porcje:

  • 1 kg muli
  • sok z 1 cytryny + 1 cytryna do podania
  • papryczka czuszka (ja nie dodałam)
  • sól i pieprz do smaku
  • szczypta cukru
  • 10 dkg masła
  • 1 duża cebula
  • 3 ząbki czosnku
  • liść laurowy
  • 2 ziarenka ziela angielskiego
  • 100 ml białego wina (w oryginalnym przepisie było 50 ml, ale uznałam, że to za mało...)
  • natka pietruszki

W dużym garnku roztapiamy masło, dodajemy pokrojoną w piórka cebulę, posiekany czosnek, liść laurowy, ziele angielskie, sok z cytryny razem z miąższem, wino. Dusimy, aż cebula zmięknie, a wino lekko odparuje. Część sosu przelewamy do rondelka, a do pozostałego w garnku sosu wrzucamy dobrze opłukane, zamknięte mule. Przykrywamy garnek pokrywką i dusimy kilka minut (6 - 10), aż mule się całkiem otworzą. W tym czasie kilkakrotnie potrząsamy garnkiem. Po uduszeniu posypujemy całość natką pietruszki, wykładamy na głębokie talerze i polewamy resztą podgrzanego w rondelku sosu (jest gęsty i aromatyczny). Podajemy mule z białym winem i z bagietką. Ja skropiłam jeszcze małże sokiem z cytryny, już na talerzu. Jeść najlepiej szczypcami z pierwszego zjedzonego małża. Polecam!