Wiem, że na samo brzmienie słowa "golonka" niektórzy, a zwłaszcza niektóre, wstrząsani(e) dreszczem obrzydzenia, opuszczą ten przepis z niesmakiem, bo to przecież kontrowersyjne danie, kochane głównie przez "prawdziwych" smakoszy, głównie mężczyzn. Ja jednak nie mam zbyt wielu uprzedzeń kulinarnych i golonki bardzo lubię, choć jadam je raz na kilka lat... Doceniam chude i bardzo soczyste mięso, chrupiącą skórkę, ba - otrę się o perwersję - nawet kleisty tłuszcz ;)
Zawsze podobały mi się ogromne golonki z wody, takie "wspomnienie socjalizmu", podawane w podrzędnych knajpach w towarzystwie piwa albo i wódeczki lub eleganckie goloneczki zapiekane w piwie z najlepszych restauracji beskidzkich, niemieckich czy też austriackich. Nie zapomnę, jak w restauracji hotelowej w Bielsku Białej, siedząc nad pysznym skądinąd sznyclem po wiedeńsku, przyglądałam się z zazdrością pięknie wypieczonym golonkom, które kelnerzy przywozili w ilościach hurtowych do sąsiednich stolików. Zachwyty gości dobiegały zewsząd...
Innym razem, w Lublinie, pewien gość, Arab, wstrząśnięty widokiem golonki z apetytem pożeranej przez klienta przy sąsiednim stoliku, zapytał mnie, z nadzieją, że zaprzeczę: "Czy to świnina?" Nie zaprzeczyłam, niestety... Kiedyś znów, przyznam to ze wstydem, po zjedzeniu najpyszniejszej golonki w piwie (specjalności żony kolegi), myślałam, że opuszczę ten padół - tak bardzo się przejadłam. Wspomnienia gargantuiczne po prostu!
Tym razem postanowiłam (no dobrze, postanowiliśmy) pożegnać zimę z kretesem i przygotować golonkę w kapuście, choć i golonka duszona w piwie bardzo jest pyszna... Jednak kapusta duszona z golonką zyskuje tak doskonały smak, że nie mogliśmy sobie tego smaku odmówić. Niestety - to, co dobre dla kapusty, niekoniecznie służy golonce, więc, aby gotowana w kwaśnym kapuścianym soku nie straciła smaku, dusiłam ją przez godzinę z cebulą w żeliwnym garnku i dopiero wtedy dodałam kapustę. Potem jeszcze "tylko" dwie godziny duszenia na wolnym ogniu i ... już można rozkoszować się smakiem dania... w towarzystwie zimnego piwa, oczywiście! Poezja smaku! Po zjedzeniu golonki można już tylko przejść na dietę, co niniejszym czynię ;)
Składniki:
- 2 chude golonki
- 1 kg kapusty
- 2 duże cebule
- 200 ml czerwonego wina (niekoniecznie)
- sól, pieprz, kminek, jałowiec
- woda
Golonki opalić nad ogniem (to Mąż!), umyć dokładnie, natrzeć utłuczonymi w moździerzu przyprawami i odłożyć do lodówki, najlepiej na noc lub przynajmniej na kilka godzin. Następnie obsmażyć je na smalcu (zgroza!) i dusić przez godzinę razem z pokrojoną w talarki cebulą, podlewając je wodą lub winem. Po godzinie dodać opłukaną i odciśniętą kapustę kiszoną, posypać ją resztą przypraw (dużo zmielonego kminku i jałowca!), dodać liście laurowe, dodać wino i dusić, aż mięso i kapusta będą miękkie. Razem, niestety, około trzech godzin... Potem pozostaje już tylko smakować pyszne danie w towarzystwie albo pożerać w samotności. Warto podać golonki z puree z ziemniaków, to zrównoważy smak kapusty. Można postawić na stole chrzan, musztardę, popijać piwem i myśleć o odchudzaniu i o nadchodzącej wiośnie, ale od jutra...