
Wymyśliłam ten przepis, próbując odtworzyć pewien smak. Ilekroć przechodzę głodna Krakowskim Przedmieściem, wstępuję najpierw do
Przekąsek&Zakąsek i w atmosferze dawno przebrzmiałej świetności (świetnie utrzymano ten klimat!) posilam się pasztetem albo galaretą z nóżek (z octem, oczywiście!) i zagryzam pyszną pszenną bułeczką... Potem, nieopodal, czyli
U Kucharzy, kupuję te bułeczki na wynos. Pani w kuchni odrywa się od przygotowywania sałat albo robienia makaronów i sprzedaje mi świeżutkie bułeczki. Niebo w gębie! Próbowałam podejrzeć, jak je tam pieką, ale nigdy nie miałam szczęścia, by zobaczyć piekarza przy pracy, a inni pracownicy podobno się nie orientują; mówią coś o mące, drożdżach i wodzie... Jasne! Sama sobie postanowiłam ten przepis odtworzyć i uzyskałam bułeczki nieco inne, ale pyszne po prostu, więc warto się tym odkryciem podzielić. Można ich upiec dużo i część zamrozić - będą wyśmienite nawet po rozmrożeniu.
Sam przepis do odkrywczych nie należy - użyłam mąki, mleka, drożdży, masła i soli, jak w przypadku cebularzy lubelskich, tyle że dałam więcej masła i bułeczki dwukrotnie złożyłam podczas wyrastania, a potem inaczej uformowałam.
Składniki:
- 1 1/2 dag drożdży świeżych
- 2 łyżki cukru
- 1/2 kg mąki
- ok. 300 ml mleka (no właśnie, tu trzeba mieć wyczucie)
- 1 łyżeczka soli
- 8 dag masła (chyba można dać jeszcze więcej)
- 1 żółtko zmieszane z odrobiną mleka do posmarowania bułeczek
Drożdże mieszamy z cukrem, 2 łyżkami mąki i częścią ciepłego mleka. Pozostawiamy do wyrośnięcia.
Rozpuszczamy w garnku masło i resztę mleka. Wyrośnięty rozczyn i ciepłe mleko, rozpuszczone, ale nie gorące masło dodajemy stopniowo do mąki z solą. Wyrabiamy ciasto najpierw mikserem około 15 minut. Trochę się klei, ale nie powinno być zbyt twarde. Po dwukrotnym złożeniu (na desce albo stolnicy podsypanej mąką) nabiera kształtu. Następnie smarujemy kulę ciasta olejem i pozostawiamy do wyrośnięcia, aż podwoi objętość. Podczas wyrastania składamy dwukrotnie (ja rozciągam ciasto na stolnicy i składam na trzy części, a potem jeszcze od góry i dołu). Po wyrośnięciu (ok. 1 i 1/2 godziny) ciasto dzielimy na pół , zagniatamy, z każdej części formujemy prostokąt i zwijamy jak roladę, potem odkrawamy nożem plastry bułeczek. Układamy (raczej "stawiamy") na blasze wyłożonej papierem, smarujemy żółtkiem rozmąconym z odrobiną mleka, pozwalamy chwilę wyrosnąć* i pieczemy w piecu nagrzanym do 220 stopni około 20 - 25 minut. Bułeczki nieco się przewracają, ale wcale się tym nie przejmuję, i tak pięknie się upieką. Polecam!
*Za pierwszym razem wyrastały dosłownie 10 -15 minut, za drugim dłużej. Wolę te, które rosły krócej (na zdjęciu).