LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

2009-06-07

Chleb 60/40 Nilsa

Gospodyni tej edycji Weekendowej Piekarni, Tatter, zaproponowała pyszny chleb żytnio-pszenny, który upiekłam z prawdziwą przyjemnością. Czytałam o tym chlebie u innych piekarek i od razu upiekłam dwa bochenki, z podwójnej ilości ciasta. Nie miałam mąki Manitoby, użyłam więc zwykłej chlebowej, dalej wykonałam wszystko bez zmian. Polecam ten chleb, bo przepis jest bardzo łatwy, a efekt końcowy świetny, naprawdę.



Podaję za Tatter:

Chleb 60/40 Nilsa
  • 270g żytniego razowego zakwasu (100% hydracji)
  • 135g żytniej mąki razowej lub T1150
  • 180g białej mąki pszennej (użyłam Manitoby)
  • 200g wody, (52 C minus Wasza temperatura pokojowa)
  • 2g świeżych drożdży (opcjonalnie)
  • 9g soli
Wymieszałam składniki w misce i zostawiłam na 45 minut, następnie złożyłam ciasto (można jedynie przemieszać) i znów zostawiłam na 45 minut. Następnie uformowałam podłużny bochenek i złączeniem w górę włożyłam go do omączonego kosza. Zostawiłam do wyrośnięcia. Bochenek z drożdżami rośnie znacznie krócej (ok. 1 - 1 1/2 godziny). W każdym razie ciasto ma prawie podwoić swoja objętość (ok 90-95%). Rozgrzałam piec wraz z kamieniem do 260C.

Wyrośnięty chleb przełożyłam na łopatę, szybko nacięłam i zsunęłam na rozgrzany kamień Piekłam z parą przez 10 minut następnie obniżyłam temperaturę do 220C i piekłam jeszcze 35 minut. Chleb wystudziłam przed pokrojeniem. Absolutny hit! Gorąco polecam :D


[weekendowa_piekarnia_baner.jpg]


2009-06-06

Truskawki w ananasie


Jeśli mamy świeżego i dojrzałego, słodkiego (!) ananasa, a na straganach królują truskawki, warto pokusić się o sałatkę truskawkowo-ananasową, podaną na przykład w wydrążonej łupinie ananasa. Przepis banalny w swojej prostocie, ale smaczny i efektowny. Można, bez szkody dla smaku, przygotować sałatkę w pucharkach, ale jeśli jemy we dwoje lub we czworo - warto tak podanym deserem zakończyć niedzielny obiad. Najlepiej smakuje na tarasie, rzecz jasna...

Składniki dla dwóch osób:
  • 1 mały ananas
  • 30 - 40 dkg truskawek, to zależy od wielkości ananasa
  • likier pomarańczowy i ulubiony koniak (nie polecam takich alkoholi, które zabarwią nam owoce)
  • mięta do dekoracji
Ananasa należy przeciąć ostrym nożem na pół, razem z pióropuszem, wyciąć (nacinając owoc dookoła) cały miąższ i pokroić go w kawałki odpowiadające wielkością połówkom lub ćwiartkom truskawek. Truskawki przeciąć na pół albo i drobniej, jeśli mamy wielkie, wymieszać w misce z ananasem, skropić (albo... polać solidnie) likierem i koniakiem, włożyć do wydrążonych połówek ananasa. Przybrać gałązkami mięty. Można schłodzić. Zajadać w pełnym słońcu w towarzystwie kota albo zostawić dla gości i podać na białych talerzach. Dobre i proste - nie ma sensu psuć tego nadmiarem innych owoców, choć kiwi bardzo pasuje, a i owszem. Myślę, że gdyby ananas był za mało słodki, można sałatkę posłodzić cukrem pudrem, ale mój tym razem smakował doskonale.


Skorzystałam z chwilowej obecności słońca, zrobiłam sobie przerwę w pracy i przygotowałam tę sałatkę na poprawę nastroju. Poprawił się :) Wam też polecam.

Sałatka jest moją propozycją w tegorocznym "Sezonie truskawkowym".

Sezon Truskawkowy 2009

2009-06-02

Bułeczki doskonałe

Wymyśliłam ten przepis, próbując odtworzyć pewien smak. Ilekroć przechodzę głodna Krakowskim Przedmieściem, wstępuję najpierw do Przekąsek&Zakąsek i w atmosferze dawno przebrzmiałej świetności (świetnie utrzymano ten klimat!) posilam się pasztetem albo galaretą z nóżek (z octem, oczywiście!) i zagryzam pyszną pszenną bułeczką... Potem, nieopodal, czyli U Kucharzy, kupuję te bułeczki na wynos. Pani w kuchni odrywa się od przygotowywania sałat albo robienia makaronów i sprzedaje mi świeżutkie bułeczki. Niebo w gębie! Próbowałam podejrzeć, jak je tam pieką, ale nigdy nie miałam szczęścia, by zobaczyć piekarza przy pracy, a inni pracownicy podobno się nie orientują; mówią coś o mące, drożdżach i wodzie... Jasne! Sama sobie postanowiłam ten przepis odtworzyć i uzyskałam bułeczki nieco inne, ale pyszne po prostu, więc warto się tym odkryciem podzielić. Można ich upiec dużo i część zamrozić - będą wyśmienite nawet po rozmrożeniu.
Sam przepis do odkrywczych nie należy - użyłam mąki, mleka, drożdży, masła i soli, jak w przypadku cebularzy lubelskich, tyle że dałam więcej masła i bułeczki dwukrotnie złożyłam podczas wyrastania, a potem inaczej uformowałam.


Składniki:
  • 1 1/2 dag drożdży świeżych
  • 2 łyżki cukru
  • 1/2 kg mąki
  • ok. 300 ml mleka (no właśnie, tu trzeba mieć wyczucie)
  • 1 łyżeczka soli
  • 8 dag masła (chyba można dać jeszcze więcej)
  • 1 żółtko zmieszane z odrobiną mleka do posmarowania bułeczek

Drożdże mieszamy z cukrem, 2 łyżkami mąki i częścią ciepłego mleka. Pozostawiamy do wyrośnięcia.
Rozpuszczamy w garnku masło i resztę mleka. Wyrośnięty rozczyn i ciepłe mleko, rozpuszczone, ale nie gorące masło dodajemy stopniowo do mąki z solą. Wyrabiamy ciasto najpierw mikserem około 15 minut. Trochę się klei, ale nie powinno być zbyt twarde. Po dwukrotnym złożeniu (na desce albo stolnicy podsypanej mąką) nabiera kształtu. Następnie smarujemy kulę ciasta olejem i pozostawiamy do wyrośnięcia, aż podwoi objętość. Podczas wyrastania składamy dwukrotnie (ja rozciągam ciasto na stolnicy i składam na trzy części, a potem jeszcze od góry i dołu). Po wyrośnięciu (ok. 1 i 1/2 godziny) ciasto dzielimy na pół , zagniatamy, z każdej części formujemy prostokąt i zwijamy jak roladę, potem odkrawamy nożem plastry bułeczek. Układamy (raczej "stawiamy") na blasze wyłożonej papierem, smarujemy żółtkiem rozmąconym z odrobiną mleka, pozwalamy chwilę wyrosnąć* i pieczemy w piecu nagrzanym do 220 stopni około 20 - 25 minut. Bułeczki nieco się przewracają, ale wcale się tym nie przejmuję, i tak pięknie się upieką. Polecam!

*Za pierwszym razem wyrastały dosłownie 10 -15 minut, za drugim dłużej. Wolę te, które rosły krócej (na zdjęciu).