No tak, to musiałby być dość nowoczesny dom, z dobrze wyposażoną kuchnią, a jakże, nie ma to tamto ;)
Póki co, pozostaje przyjemność mieszkania w mieście:
- poranek z kotem na balkonie (kot to uwielbia i sobie przysypia na poduszce, ja popijam kawę i zerkam do gazety);
- wyprawa do księgarń w centrum (odwiedzam głównie naukowe, czasami Czułego Barbarzyńcę albo Tarabuka i siedzę tam przy kawie, leniwie przeglądając książki);
- wizyta w wydawnictwie po ostatni numer pisma, w którym właśnie mnie wydrukowali (znowu nie mogłam być na promocji numeru);
- jazda autobusem nieznanej linii w kierunku Burakowskiej (mieszkam w Warszawie już 20 lat, ale i tak nie wiedziałam, gdzie dokładnie muszę wysiąść i bardzo byłam podekscytowana nieznaną mi trasą);
- wizyta w Red Onion, gdzie mogłam buszować do woli i z otaczających mnie zewsząd snobizmów wyłowić coś dla siebie, czyli jakieś nowe talerze, kubki i miseczki... Notatnikom Moleskine tym razem darowałam (w czasach Hemingwaya nie było laptopów), książkom kucharskim i albumom wnętrzarskim też (to zadziwiające, jak jeden sklep może kształtować gusta niezdecydowanym - dobre meble, ciekawa ceramika, kuchenne gadżety, najlepsze filmy i nawet literatura piękna - książki nominowane albo nagrodzone Nagrodą Nike czy Bookera. Na koniec ulubione lody, oczywiście Haagen-Dazs. Nie masz gustu/pomysłu/inspiracji/a nawet osobowości - jest Red Onion. Wiedzą o tym na przykład aktorzy albo ich styliści. A jednak... warto);
- kupno kurek i cukinii na ulubionym straganie, gdzie jest nieco drożej, ale wszystko w najlepszym gatunku i - pieczenie wspaniałej tarty, z dodatkiem przywiezionego z Zurychu sera.
Miasto nie jest złe. Zapraszam na miejską tartę.
Składniki:
Ciasto ulubione, u mnie zwykle kruche:
Miasto nie jest złe. Zapraszam na miejską tartę.
Składniki:
Ciasto ulubione, u mnie zwykle kruche:
- 175g mąki (około półtorej szklanki, może być nieco więcej)
- 2 żółtka
- 12 dkg masła
- szczypta soli.
- 25 dkg kurek (jakieś dwie garście)
- 2 młode cukinie
- 1 cebula
- 1 mały pojemnik śmietany 18%
- 2 jaja
- kawałek, około 10 dkg sera gruyère (appenzeller lub ementaler też może być)
- sól morska, świeżo zmielony pieprz
- koperek, tymianek, ew. szczypta gałki muszkatołowej
- olej z pestek winogron albo rzepakowy + łyżka masła
Nagrzewam piekarnik do 200 stopni i szybko przygotowuję ciasto według zmodyfikowanego odrobinę przepisu Neli Rubinstein: Miękkie masło mieszam z żółtkami i solą, dodaję mąkę i zagniatam ciasto w kulę. Gotowe. Można schłodzić, ale ja wylepiam nim (bez żadnego wałkowania!) wysmarowaną masłem tortownicę i na chwilę wstawiam do lodówki, jeśli mam czas. Jeśli nie - też się uda. Ciasto nakłuwam nożem i piekę na złoto w temperaturze 200 stopni. Tym razem miałam czas i wstawiłam formę z ciastem do lodówki. Czasami przed pieczeniem smaruję surowe ciasto rozmąconym jajkiem - nie tylko pięknie błyszczy, ale jest jakby smaczniejsze i farsz go nie nasącza.
Kiedy ciasto się chłodzi i piecze, przygotowuję farsz: smażę na dużej (!) patelni piórka cebuli, dorzucam umyte kurki, po chwili dodaję pokrojoną w plastry cukinię i smażę dalej do odparowania nadmiaru wody i lekkiego przyrumienienia składników. (Jeśli patelnia jest mała, radzę podsmażać składniki partiami). W misce mieszam śmietanę, dwa jaja, starty ser, dodaję farsz z patelni i wykładam na podpieczone kruche ciasto. Piekę około 25 minut, dopóki farsz się nie zetnie. Najlepsza ciepła, lekko ostudzona. Podaję z miską sałaty albo i bez niej. To jest pyszne. Nie tylko dlatego, że ja lubię tarty.


Kiedy ciasto się chłodzi i piecze, przygotowuję farsz: smażę na dużej (!) patelni piórka cebuli, dorzucam umyte kurki, po chwili dodaję pokrojoną w plastry cukinię i smażę dalej do odparowania nadmiaru wody i lekkiego przyrumienienia składników. (Jeśli patelnia jest mała, radzę podsmażać składniki partiami). W misce mieszam śmietanę, dwa jaja, starty ser, dodaję farsz z patelni i wykładam na podpieczone kruche ciasto. Piekę około 25 minut, dopóki farsz się nie zetnie. Najlepsza ciepła, lekko ostudzona. Podaję z miską sałaty albo i bez niej. To jest pyszne. Nie tylko dlatego, że ja lubię tarty.