LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

2010-01-07

Herbata masala

Zima trzyma. Jest pięknie, a wczoraj, obsypana śniegiem na przystanku, czułam się jak ... szczęśliwy bałwan. Właściwie tak wysoki nastrój nie wymaga już specjalnych wspomagaczy, ale miło jest napić się gorącej herbaty po indyjsku.

Jeszcze lepsza jest w dni wilgotne, szare i ponure - jako lek na chandrę. I, nieważne, że jest słodka i z mlekiem - bardzo ją lubię! Podobno Hindusi też, ale oni piją ją nawet w upały. Właśnie - podobno.

Pierwszy raz wypiłam tę herbatę w knajpie  o nazwie Masala, dość popularnej i byle jakiej, ale  ponieważ potrawy indyjskie poprawiają nastrój, a znajomi lubią tę kuchnię*, bywam tam. Na tę herbatę namówił mnie  kolega z pracy, wielbiciel smaków orientalnych. Warto było. Nie wiem, co kucharz w Masali dodaje do swej masali, ale przypływ dobrej energii jest natychmiastowy, zapewniam! Nie wiem też, jakie mieszanki przypraw stosują Hindusi, ale dla mnie najważniejszy w tej herbacie jest kardamon. Ten zapach zniewala! Smak też.
Proporcje podam orientacyjne i własne, że tak wprost napiszę, żadne ortodoksje mnie nie interesują ;)

Składniki:
  • 1 szklanka mleka
  • 1 szklanka wody
  • 3 łyżeczki czarnej indyjskiej herbaty
  • 6 zmiażdżonych ziaren kardamonu
  • 3 goździki
  • mały kawałek imbiru
  • kawałek cynamonu
  • cukier do smaku
  • szczypta przyprawy do pierników albo garam masala (niekoniecznie, ale ja czasami  lubię)
W rondelku zagotowuję wodę, dodaję herbatę, przyprawy i gotuję przez chwilę, dolewam mleko i całość gotuję około 5 minut. Słodzę (musi być bardzo słodka - lepiej smakuje!), przecedzam przez sitko wprost do kubka. Pycha!

* Złośliwie twierdzę, że podają tam ciągle to samo - kilkadziesiąt przepisów na mięso lub warzywa  w błocie, czyli w sosie masala według pomysłu szefa kuchni... Wszystko smakuje podobnie. Ot, wyrafinowanie! Ale herbata - mniam!

    2010-01-03

    Ulubione ciasto cytrynowe

    Ciasto to kojarzy mi się z zimą. Kiedyś piekłam je bardzo często do herbaty, dla niespodziewanych gości na przykład, i podawałam czasami jeszcze ciepłe, nasączone cytrynowym syropem. Lubię je i polecam na poprawę nastroju, bo mnie zawsze zapach świeżo startej skórki cytrynowej podnosi nastrój i nastraja lepiej do świata. Zwłaszcza wtedy, kiedy nadmiar obowiązków odbiera radość życia, a rozliczne przemyślenia związane z początkiem kolejnego roku nie pozostawiają złudzeń. Lekko nie będzie, o nie!  Tym bardziej cieszy mnie biała zima, spacer po Puszczy Kampinoskiej, widok psów baraszkujących w śniegu czy zapach cytrynowego ciasta, unoszący się po całym domu...

    Przepis pochodzi z niezawodnej książki Neli Rubinstein (o właśnie, podobno ukazało się wznowienie?) i jest przez nią rekomendowany na podwieczorek. Zapewne można to ciasto upiec w foremkach muffinowych, ale jako że ja muffinów nie uznaję, to i foremek też nie posiadam. Wolę upiec je w niewielkiej keksówce i ponakłuwać patykiem do szaszłyków, a potem nasączyć syropem.

    Składniki:
    • 7 łyżek (miękkiego) masła
    • 170 g cukru
    • 170 g mąki
    • 1 i 1/4 łyżeczki proszku do pieczenia
    • 4 łyżki stołowe mleka
    • 2 łyżki świeżo utartej skórki z cytryny
    • 2 jajka
    • szczypta soli
    Syrop:
    • 6 łyżek stołowych cukru
    • 4 łyżki stołowe soku z cytryny
    oraz:

    • 2 łyżki stołowe cukru pudru do posypania ciasta
    Nagrzać piekarnik do 180 st. C. Formę na ciasto wysmarować masłem, wysypać mąką i  wyłożyć natłuszczonym papierem (ja wykładam ją po prostu pergaminem do pieczenia).
    W dużej misce połączyć masło, cukier, mąkę, proszek do pieczenia, mleko, skórkę z cytryny, jajka i sól. Wszystkie składniki zmiksować, przelać do formy i wygładzić powierzchnię. Wstawić do piekarnika i piec ok. 45 minut. Tak radzi Nela. (Ja lubię najpierw zmiksować masło z cukrem, i kolejno dodawać pozostałe składniki,  na końcu zaś wsypać mąkę wymieszaną z proszkiem do pieczenia). Ciasto należy  nakłuć patyczkiem, by sprawdzić, czy  się upiekło (ja musiałam je zwykle  piec trochę dłużej). Wyjąć z piekarnika i odstawić na 15 minut.
    W tym czasie przygotować syrop:
    Na małym ogniu zagotować cukier i sok z cytryny, aż nabiorą konsystencji niezbyt gęstego syropu. (Gotować około minuty). Szpikulcem nakłuć ciasto w kilku miejscach  (ja nakłuwam na środku, co dwa centymetry ) i  otwory napełnić syropem. Pozostawić do wystygnięcia. Potem posypać cukrem pudrem.

    Polecam! Jest lekkie, puszyste, delikatnie wilgotne i bardzo cytrynowe :)


    2010-01-01

    Nowy Rok



    Czego możemy sobie życzyć w kolejnym roku? Szampana i kawioru, oczywiście! Nawet jeśli szampan to hiszpańska cava, a kawior wcale nie z bieługi ;)

    Czego jeszcze oczekujemy? Natchnieni pięknymi widokami za oknem, puszystą zimą i wiele obiecującą bielą,  życzymy   wszystkim -  i sobie też -  optymizmu, pomyślności, zdrowia i radości istnienia!

    A jeśli przyjrzymy się sikorce w gąszczu poniżej - to pomyślmy również o zwierzętach - małych i dużych. Niech im nie zabraknie ludzkiej opieki. Sikorce kupmy słoninę, kotom osiedlowym pomóżmy przetrwać zimę, a wszystkim schroniskowym zwierzakom życzmy dobrych opiekunów. I wystarczy.

    SZCZĘŚLIWEGO NOWEGO ROKU DLA WSZYSTKICH!