LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

2011-04-23

Francuska terrina domowa

 Mimo awarii komputera i utraty zdjęć oraz wielu ważnych dokumentów (te mam nadzieję odzyskać), chciałabym życzyć moim czytelnikom NAJLEPSZYCH ŚWIĄT i pożegnać się z Wami przepisem na terrinę francuską, którą lubię od czasu do czasu przygotować na Wielkanoc. Przepis czekał na publikację i teraz  go  przedstawię. Jest to dość łatwa do przygotowania potrawa, która jednak potrzebuje doby odpoczynku, by dojrzeć i uwolnić wszystkie smaki. Taki klops, tyle że bez dodatku bułki. Najbardziej kłopotliwe wydaje się rozciąganie nożem i układanie w formie cieniutkich plasterków boczku ;) Ja używam gotowego, cienko krojonego boczku zapakowanego   próżniowo. 
Nie odpowiada mi w tym przepisie zbyt duża ilość alkoholu i zbyt mała soli, więc doprawiam po swojemu. Dobrze jest łyżkę doprawionej terriny usmażyć na patelni i spróbować, czy nam smakuje...

Terrine de campagne:
  • 450 g mielonej wieprzowiny
  • 350 g mielonej wołowiny
  • 200 g mielonej słoniny
  • 125 ml koniaku lub brandy (ja daję mniej, a w ogóle uważam, że równie dobrze się tu sprawdzi dżin albo jakiś owocowy destylat)
  • 2 duże ząbki czosnku drobno posiekane
  •   pęczek posiekanej natki pietruszki
  • 1 łyżka soli - według mnie potrzeba więcej
  • 3/4 łyżeczki suszonego tymianku
  • 1 duża szczypta mielonego ziela angielskiego
  • 10 - 15 cienkich plastrów wędzonego boczku bez skóry (2 opakowania)
  • 55 g wyłuskanych i grubo posiekanych orzechów pistacjowych  
  • 1 pierś z kurczaka pokrojona w  paski
  • świeżo zmielony pieprz
Do miski włożyć mięsa i słoninę oraz  wątróbkę, czosnek, natkę, sól, tymianek, pieprz i ziele angielskie. Wszystko zalać koniakiem i dobrze wymieszać. Przykryć i odstawić do lodówki na 8- 12 godz.
Piekarnik rozgrzać do 160 stopni C. Formę do terrin albo dużą keksówkę, wyłożoną folią aluminiową,  wysmarować masłem i wyłożyć dno i boki  plasterkami boczku - bardzo cienko pokrojonymi i rozciągniętymi za pomocą odwrotnej strony noża.

Do masy mięsnej dodać orzechy i ponownie wymieszać. 1/2 masy wyłożyć do wyłożonej boczkiem formy, na wierzchu ułożyć paski piersi kurczaka i przykryć pozostałą masą mięsną. Wszystko docisnąć dłonią i przykryć wierzch  wystającymi z brzegów paskami boczku. Jeśli się to nie uda, można po prostu na wierzchu położyć pozostałe  plasterki boczku. Przykryć formę pokrywką lub  kawałkiem folii aluminiowej. Teraz należy umieścić formę z terriną  w  drugiej -  większej -  i wstawić je do piekarnika, a potem wlać do większej formy gorącą wodę - tak, aby sięgała do połowy wysokości formy. Piec w kąpieli wodnej przez 1 1/2 godziny. Pod koniec pieczenia można zdjąć formę, by plasterki boczku nieco się przyrumieniły.

Wyjąć formę  z piekarnika, odstawić na 5 minut, następnie wylać nadmiar sosu,  całkowicie wystudzić. Dobrze jest obciążyć terrinę czymś ciężkim (drugą metalową foremką, w której można umieścić  puszki albo... hantle). Obciążoną terrinę wstawić do lodówki na co najmniej 24 godziny, żeby stężała i nabrała pełni smaku. Terrina pięknie się prezentuje na świątecznym stole i pysznie smakuje z bagietką  i czerwonym winem. Zawsze staram się podać na stół jakieś potrawy w całości - bo terriny, galantyny i pasztety oraz mazurki  czy baby  lepiej wyglądają podane w całości, a stół nabiera prawdziwie wielkanocnego charakteru.

Pozdrawiam Was serdecznie i świątecznie! Wracam za jakiś czas, kiedy tylko odzyskam komputer :)

2011-03-13

Potrawka z kurczaka. Comfort food na pożegnanie zimy

Mam słabość do tego dania i przygotowuję je w różnych wersjach - z kurczaka ugotowanego w  rosole, z duszonych udek, z dodatkiem pieczarek albo zielonego groszku... Potrawka z kurczaka to po prostu danie mojego dzieciństwa. Moja Mama gotowała w domu pyszną, pełną mięsa i warzyw  potrawkę, która zadawała kłam socjalistycznej zmorze, czyli   "kurze w krochmalu", jak nazywaliśmy potrawę podawaną w każdej stołówce szkolnej. Przyznam ze wstydem, że lubiłam nawet te stołówkowe wersje ;) Po prostu - potrawka z kurczaka była jednym z moich dań ulubionych! Dziś najczęściej przygotowuję ją tak:

Składniki:
  • ugotowany kurczak z rosołu z kilkoma  marchewkami
  • 200 ml śmietany
  • cebula
  • 1 - 1 i 1/2  szklanki rosołu (zależy od wielkości kurczaka)
  • 1 łyżka masła
  • 1 czubata   łyżka mąki
  • sól, pieprz
  • sok z cytryny
  • pęczek koperku
Kurczaka obieram ze skóry i z kości, dzielę na dość duże kawałki. Pokrojoną w kostkę cebulę przesmażam na maśle i zalewam śmietaną, następnie duszę przez chwilę. Tak robi moja Mama - to dobrze wpływa na ostateczny smak potrawki. Następnie wlewam zimny rosół, wkładam mięso, pokrojone na kawałki marchewki,  posiekany koperek i duszę, redukując płyn. Jeśli to konieczne, dodaję  do sosu 1 - 2 łyżki mąki, wymieszanej z odrobiną zimnej wody, potem przyprawiam solą, pieprzem i odrobiną soku cytrynowego, i ponownie zagotowuję. Tak przygotowaną potrawkę podaję z puree ziemniaczanym i sałatą albo  buraczkami. Jeśli mam ochotę podać potrawkę z ryżem - dodaję do smaku więcej soku z cytryny, by całość nabrała charakteru.
Tak wygląda przepis podstawowy. Można jeszcze dodać do dania inne warzywa z rosołu albo szklankę mrożonego zielonego groszku czy  podduszone pieczarki. Pycha!
W ten sposób postanowiłam pożegnać zimę i przejść na dania sezonowe - lekkie i  nowoczesne. Postanowiłam też zacząć jeździć na rowerze... Zobaczymy, na jak długo wystarczy mi zapału ;) Wam przesyłam bukiet białych tulipanów z mego stołu. Wiosna idzie!

PS: Czy Wasze koty też  otwierają   szafki kuchenne i wyciągają z kosza na  śmieci kości  i resztki  z kurczaka ?! Tak tylko pytam...

2011-03-06

W kuchni z kotem. Bulion i cała reszta...


Zdjęć Wam oszczędzę, dość, że wyglądało to tak: postanowiłam ugotować dobry bulion lub też rosół albo pyszny krupnik i w tym celu wyjęłam z lodówki kawałek rostbefu, umieściłam mięso w garnku i zalałam wodą. Niech sobie postoi  odrobinę - pomyślałam. W tym momencie w kuchni zmaterializował się mój kot, smacznie dotychczas śpiący w pościeli. Nie zważając na mnie, wskoczył na blat i zanurzył łepek w garnku.

Delikatnie  zdjęłam kota z kuchenki. Kot z filozoficznym spokojem wskoczył ponownie na blat. Przykryłam garnek z mięsem patelnią (bo dość ciężka) i poszłam sobie. Usłyszałam hałas i zobaczyłam kota, który odsuwa patelnię i wkłada łapę do gara. - Tak nie wolno - powiedziałam  stanowczo i zrzuciłam kota na podłogę. Garnek przykryłam pokrywką uniwersalną i patelnią. Po chwili usłyszałam hałas... Kot odsunął pokrywkę i patelnię,  i metodycznie dobierał się do mięsa. - Tak nie wolno - powtórzyłam z naciskiem i przykryłam garnek pokrywką od kompletu, dobrze dopasowaną. Po chwili usłyszałam znad garnka  ponaglające miałczenie. - Pomóż mi zdjąć tę pokrywkę - wymiałczał kot. - Jasne! Jeszcze czego. Dostał chrupki.  "Droga Redakcjo - czy ja popełniam jakieś błędy wychowawcze? "

Ostatecznie poszliśmy na  kompromis, a kompromis wyglądał tak: Kot siedział w kąciku (udawał, że go nie ma), a ja walczyłam już tylko z bulionem, warzywami, beszamelem i narastającym bałaganem kuchennym. A przyznam, że nie jest łatwo utrzymać porządek w kuchni, w której chce się ugotować bulion, krupnik, warzywa na parze i warzywa na sałatkę jarzynową oraz sos beszamelowy.
A w związku z beszamelem przypomniała mi się niedawna rozmowa z moją Siostrą:
- jakiś oldschoolowy ten sos - powiedziała,  zajadając gołąbka w pomidorowym sosie, mocno doprawionym śmietaną.
- Ano, oldschoolowy - przytaknęłam...
Teraz  zapraszam Was na  na równie  "oldschoolowe" danie:  kapusta włoska z warzywami  pod beszamelem. Właściwie to miałam po prostu ochotę na kapustę włoską, a wszystkie inne potrawy powstały przy okazji ;) Przepis też chyba nie jest potrzebny - wystarczy pokrojoną na duże kawałki kapustę ugotować w rosole lub  bulionie  i podać w towarzystwie innych gotowanych warzyw. Całość polać beszamelem doprawionym sokiem z cytryny albo białym sosem koperkowym (bulion + śmietana + mąka + koperek).

Można do tego podać jeszcze mięso z rosołu, ale pamiętajmy - to nie jest prawdziwy sztukamięs. Na   "sztukamięs przy kości"  i "duże jasne" (owszem, Tuwim się kłania) zaproszę innym razem.

I najważniejsze: gości tego dnia na obiad nie zapraszałam, więc wszelkie krytyczne uwagi na temat obecności kota w kuchni są  całkowicie chybione ;)