LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

2010-01-30

Chleb ukraiński. Sam puch...

Dobrze jest komuś podarować chleb. Nawet jeśli nie zawsze się uda albo nie spełni naszych oczekiwań... Nie powinien nam na przykład popękać (bo za krótko wyrastał)  albo przerosnąć (dlatego że miałyśmy inne zajęcia i za późno trafił do piekarnika),  ale nawet wtedy cieszy bardzo. Ja mam skłonność do zbyt swobodnego traktowania przepisu, do zamieniania części mąki na inną albo do pieczenia ... na oko - zaczyn z żytnej mąki, potem trochę mąki żytniej, trochę pszennej trochę orkiszowej, wodę zwłaszcza dodaję na wyczucie, bo przecież i tak każda mąka jest inna i trzymanie się dokładnego przepisu Hamelmana może skończyć się klęską. Dokładnie trzymam się receptury jedynie przy chlebach wyrastających w koszykach, pieczonych na kamieniu lub rozgrzanej blasze. To już wyższa szkoła jazdy ;) 

Ale zakwas to co innego! Niniejszym oświadczam wszystkim przerażonym początkującym piekarkom, wypiekającym chleby na drożdżach - nie ma się czego bać! Toż to zwykła mąka i woda oraz naturalne drożdże! Każdy może to zrobić. Zaryzykuję nawet stwierdzenie, że nie trzeba tu niczego odmierzać. Po prostu - mieszamy mąkę z wodą do konsystencji pasty i trzymamy w cieple, przy kuchence albo piekarniku. Do zaczynu chlebowego potrzebujemy najczęściej 2 łyżek dojrzałego  zakwasu, więc resztę, po uzupełnieniu mąką razową i wodą, przechowujemy w lodówce. Bardzo gęsty zakwas wytrzyma w lodówce dłużej niż tydzień. Jeśli nie pieczemy regularnie albo wyjeżdżamy, możemy go zamrozić albo zasuszyć. Dzień przed pieczeniem dokarmiamy wyjęty z lodówki zakwas dużą garścią mąki i wodą i stawiamy na blacie kuchennym. Następnego dnia pięknie się napuszy i podwoi objętość; bierzemy wtedy z niego do zaczynu tyle, ile każe przepis na chleb, a resztę znów dokarmiamy  i do lodówki... A jeśli coś się naszemu zakwasowi stanie (zapleśnieje na przykład albo umrze ;) ) to sobie nastawimy drugi i już. Żadna filozofia. Polecam, bo pieczenie na zakwasie to naprawdę wielka frajda! Uczciwość jednak nakazuje mi napisać, że na początku warto wodę i mąkę odmierzać dokładnie, żeby potem  uzyskać odpowiednią hydrację ciasta. Poczytajcie o tym u Tatter.

Lubię piec z innymi autorkami chleby, podoba mi się taka wspólnota internetowa, a wyszukane przez  piekarki przepisy zmuszają mnie do zachowania jakiejś dyscypliny i pozwalają piec chleby, których sama może nigdy bym nie upiekła, bo nie mogłabym się zmobilizować. Tak było i teraz - widziałam  na blogu Tatter przepis na  chleb ukraiński, ale upiekłam go dopiero teraz, w ramach wspólnego pieczenia. W tym tygodniu Weekendowej Piekarni przewodniczy Olciaky, która wybrała właśnie ten chleb z przepisu Tatter. Wiedziałam, że będzie pyszny, więc upiekłam. Nie chciało mi się tylko wyrabiać ciasta metodą Bertineta (choć nawet ją lubię) i wyrobił je za mnie robot. Mam ponadto wrażenie, że dałam ciut więcej mąki, pszennej razowej, ale naprawdę niewiele,  i chleb nie sprawiał mi żadnych trudności. Przepis podaję za Margot, która - jak Olciaky - cytuje Tatter.

 

Chleb ukraiński

Znalazła i przetłumaczyła przepis Tatter

Zaczyn zakwasowy:
  • 190g zakwasu żytniego razowego 150% (coś więcej o hydracji )
  • 220g maki żytniej średniej (sitkowej)( ja daje pełnoziarnistą i chlebową żytnia w proporcji 1:1)
  • 160g wody
Składniki wymieszać dokładnie i zostawić na 4 godziny w 32C.

Ciasto właściwe:
  • 570g zaczynu
  • 300g wody
  • 400g białej pszennej maki chlebowej
  • 95g maki pszennej razowej
  • 0.5 - 4g drożdży (opcjonalnie, ja nie daję)
  • 12g soli
Zagnieść luźne i lepkie ciasto (polecam metoda Bertineta ). Gdy gluten był już dobrze rozwinięty ciasto włożyć do naoliwionej miski i zostawić do wyrośnięcia na 1 1/2 godziny w 25C. Podzielić ciasto na dwie części, a następnie każdy kawałek rozłożyć na naoliwionym blacie w cienki prostokąt i naoliwionymi (lub mokrymi) rękoma zwinąć w rulon. Włożyć do przygotowanych blaszek i zostawić do wyrośnięcia na 60 - 90 minut. W tym czasie rozgrzać piec do 260C (max moc pieca). Wyrośnięte bochenki spryskać wodą i wsunąć do pieca Piec 20 min w 260C, 20 minut w 240 i ok 20 minut w 220C.Wyjąć z pieca , blaszek i wystudzić . Można gorący posmarować cienkim krochmalem (woda i odrobina maki ziemniaczanej zagotowane)
Mój chleb wyrastał dość długo, a chciał jeszcze dłużej, więc odrobinę popękał, ale i tak wyszedł przepyszny. Bardzo puszysty, lekki,  jak mgiełka, a przecież całkiem sporo w nim  mąki razowej... Polecam wszystkim i dziękuję Olciaky za wybór tego przepisu znalezionego i przerobionego przez Tatter.

Jeden z upieczonych chlebów właśnie testujemy, a drugi pojedzie z nami w Bieszczady, do Magody - jeszcze jednej zaprzyjaźnionej i poznanej przez internet pasjonatce, autorki słynnego blogu Chata Magoda. Już się cieszę na to spotkanie!
[weekendowa_piekarnia_baner.jpg]

2010-01-26

Pizza z rukolą


No cóż - w tej pizzy najważniejsza jest rukola. Reszta to kwestia upodobań.  No i sos jest ważny - z pomidorów w zalewie, uduszonych na oliwie, z czosnkiem i oregano. Sos doprawiony solą, pieprzem i szczyptą cukru, smakuje wybornie i nie przypomina tego  z pizzerii ;) Taka pizza najlepsza jest  (żadne to odkrycie, wiem) upieczona na kamieniu, ale tym razem piekłam ją na rozgrzanej blasze, na którą "na cztery ręce" udało nam  się włożyć surowe ciasto umieszczone na na papierze do pieczenia.
Niezbyt często piekę pizzę, ostatnio nawet wolę Flammkuchen, ale ta rukola rozrzucona na wyjętym z pieca gorącym cieście to po prostu  poemat! Trzeba było widzieć minę mojego Męża, kiedy zapowiedziałam pizzę na obiad. Ochoczo pobiegł po niezbędne składniki...
Oto one:
Ciasto:
  • 250  - 300 g mąki
  • 10 g świeżych drożdży  (albo nieco mniej)
  • 1 łyżeczka soli
  • około 150 ml wody - ilość orientacyjna, zależy od mąki, ciasto nie może być zbyt twarde
  • 1 łyżka oliwy
Sos:
  • 2 puszki pomidorów w zalewie (na jedną dużą pizzę możemy potrzebować nieco mniej, na dwie - będzie akurat)
  • 2 ząbki czosnku
  • 2 łyżki oliwy
  • 1 łyżka oregano
  • szczypta cukru
  • sól do smaku
Na wierzch:
  • 3 kulki mozarelli
  • kilka plastrów cienko pokrojonego bekonu albo szynki parmeńskiej
  • 1/2 cebuli pokrojonej w piórka
  • ząbek czosnku pokrojony w plasterki
  • 1 łyżka oliwy
  • świeżo zmielony pieprz  
 do posypania  upieczonej pizzy - rukola
Szybko łączę składniki (drożdze kruszę w rękach z dodatkiem szczypty mąki)  i wyrabiam ciasto na pizzę - w mikserze z hakiem albo ręcznie. Około 10 minut, aż zacznie odchodzić od miski.  Posmarowane oliwą zostawiam do wyrośnięcia pod przykryciem - miskę z ciastem stawiam przy źródle ciepła - ciasto wyrasta około 1 - 1 i 1/2 godziny. W tym czasie przygotowuję sos i nagrzewam piekarnik do 250 stopni.
Rozdrobnione pomidory z pozostałymi składnikami duszę  na oliwie przez 10 minut, aż sos odpowiednio zgęstnieje. Wyrośnięte ciasto odgazowuję i wałkuję na podsypanej mąką desce, a potem przenoszę je na papier i ostatecznie formuję okrągły placek - jeden duży, na całą blachę lub dwa mniejsze, ale cienkie, o nieco grubszych brzegach. Ciepłym sosem smaruję ciasto, omijając brzegi, układam kawałki bekonu, rozrzucam piórka cebuli, plasterki czosnku i plastry mozarelli. Skrapiam (koniecznie!)  dobrą oliwą  i wkładam do piekarnika. Pizzę piekę do zrumienienia - około 15 minut. Jeśli jest grubsza - pozostawiam ją w piekarniku nieco dłużej. Po upieczeniu posypuję placek rukolą. To jest to!

2010-01-24

Zupa nad zupami. Żur

To niełatwy temat... Żur? Żurek? Biały barszcz? Z grzybami, białą  kiełbasą, na wędzonce, z kawałkami wieprzowiny, na wywarze od szynki... Z chrzanem, z jajkiem, z ziemniakami (jak w zalewajce) albo z puree ziemniaczanym, okraszonym podsmażoną cebulką... Zupa poemat, zupa marzenie, zupa, która niejedno ma imię, chciałoby się nawet uderzyć w wysoki ton ;).  Zupa, o której nie mówi się nawet zupa, bo to żur  (żurek) i tyle. Ja, wychowana na białym barszczu, w wersji świątecznej tak bogatym, że stanowiącym osobny i bardzo sycący przysmak, uczyłam się gotować żur, a dopiero jako dorosła osoba poznałam zalewajkę...

Nie było łatwo i nie jest, bo i smak zakwaszonej mąki musi być doskonały, i wędzonka prawdziwa, i biała kiełbasa najwyższej jakości... Zawsze też muszę decydować, na jaki rodzaj żuru tym razem mam ochotę. Ja nie pytam w domu, czy ugotować żurek, ale: jaki ma być tym razem - śląski, lubelski, warszawski? Lubię dodać grzyby, ale czasami muszę się powstrzymać, by z rozpędu nie ugotować zupy grzybowej!

Uwielbiam też, podczas podróży po Polsce, próbować żuru i żurku w różnych restauracjach. Bywa elegancki - z paseczkami grzybów i najlepszych wędlin, z  jajem na twardo albo z jajem przepiórczym, podany w maleńkiej bulionówce lub przaśny - w misce, charakterny, kwaśny, z białą kiełbasą, czasem nawet bez śmietany za to z ziemniakami, okraszony podsmażoną cebulką... Bywa też podany w chlebie, co czasami mnie złości, bo pyszny żurek wsiąka w pieczywo i niewiele zostaje do zjedzenia. Ech!

Oto jedna z rozlicznych wersji gotowanego przeze mnie żuru, tym razem w pełni mięsna, wysoko kaloryczna, jak na środek zimy przystało:

Składniki:
  •  włoszczyzna (marchew, seler, pietruszka, por)
  • garść suszonych grzybów
  • 2 cebule
  • 2-3 ząbki czosnku
  • 30 dag wędzonego boczku
  • 30 dag białej kiełbasy
  • kawałek dobrej,  naturalnie wędzonej kiełbasy (może być polska surowa albo wiejska)
  • 4 jaja ugotowane na twardo
  • 2 liście laurowe
  • 4 ziarna ziela angielskiego
  • 1/2 l żuru (albo i więcej, jeśli nie jest zbyt kwaśny) 
  • 2 litry wody
  • łyżka oleju
  • 250 ml kwaśnej śmietany 
  • majeranek
  • sól
  • świeżo mielony pieprz
Włoszczyznę obrać, umyć,  pokroić na spore kawałki. Grzyby namoczyć, osączyć, pokroić w paski. (Jeśli mam suszone grzyby w plasterkach, wrzucam je od razu do wywaru).
Włoszczyznę zalać zimną wodą, dodać pokrojone grzyby, większość boczku, obie kiełbasy, pieprz, sól, liście laurowe i ziele angielskie, gotować na wolnym ogniu  około 35 min. Wywar przecedzić. Grzyby włożyć z powrotem. Boczek i kiełbasę ostudzić, pokroić w paski lub plasterki i dodać z powrotem do żuru.  (Pozostały kawałek boczku można podsmażyć wraz z pokrojoną w kosteczkę cebulą i połowę dodać do zupy - pysznie smakują takie podsmażone paseczki - a resztą okrasić ugotowane ziemniaki). Wlać  żur, dodać roztarty z solą czosnek i roztarty w palcach majeranek. Dodać rozmieszaną z gorącym żurem  śmietanę  i gotować jeszcze  kilka minut. Gotowy żurek podawać z cząstkami jaj i z osobno ugotowanymi ziemniakami. Do  tej wersji zupy nie dodaję chrzanu, choć chrzan w żurku i barszczu wprost uwielbiam :)

Czasami podaję do takiego żuru ziemniaki "tłuczone"jak na puree,  a innym razem  połówki ugotowanych ziemniaków polewam tylko skwarkami z boczku. Pyszne. Niezdrowe. Niezdrowe, ale ...pyszne!