LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

2011-08-06

Dorada z kolendrą, czyli późny obiad dla dwojga

 Ryby to taki polski kłopot: chciałoby się je kupować często, w dodatku świeże i w dużym wyborze. Tymczasem ich wygląd w supermarketach często odstrasza, że nie wspomnę o cenach... W efekcie większość klientów rezygnuje albo wybiera łososia lub kupuje mrożone filety, a pozostałe ryby starzeją się dalej... itd. Mój sklepik rybny jest właśnie zamknięty z powodu urlopu, więc tym bardziej muszę liczyć na okazję. I oto jest: w sklepie z międzynarodową żywnością widzę zachęcający napis: "Zapraszamy na świeże ryby!" Daję się zaprosić i wychodzę z dwiema pięknymi i niedrogimi doradami, które muszę dość szybko dowieźć do domu i upiec.

Zadowolona z zakupu obmyślam przepis - jakiś najprostszy, by nie zaszkodzić mięsu - i biorę się za przygotowanie dania. Jeszcze trzeba tylko ryby oskrobać i... oprawić! Speszyło mnie własne roztargnienie:  nie zauważyłam, że kupuję ryby niesprawione... Zrezygnowana,  przygotowałam pilaw z ryżu (łatwy i pyszny) i czekałam na męską pomoc.

A po sprawieniu (rękami Męża) trzeba je było  już tylko doprawić, nafaszerować cytryną i kolendrą, i piec pod grillem w piekarniku nagrzanym do 200 stopni.

 Składniki:
  • 1 dorada na osobę
  • cytryna
  • pęczek kolendry
  • lampka białego wina
  • pieprz cytrynowy
  • 2 ząbki czosnku
  • sól
  • pomidorki koktajlowe
Surowe ryby  natarłam solą i pieprzem cytrynowym, nadziałam kolendrą, plasterkami cytryny i  czosnkiem, następnie  - co widać na zdjęciu - ułożyłam na łodygach porów, obłożyłam dodatkowo  plasterkami cytryny,  kawałkami czosnku, polałam oliwą  i wstawiłam do piekarnika. Pomidorki dołożyłam chwilę później, wtedy też podlałam ryby białym winem. Piekłam około 30 minut. Po upieczeniu polałam dorady wytworzonym sosem i obficie (!) posypałam świeżą kolendrą. Pory posłużyły jedynie za rusztowanie, nie zdążyły się upiec.
Na talerzach położyłam  jeszcze kawałki cytryny, podałam żółty pilaw z ryżu   i mogliśmy jeść. Pyszne, lekkie i doskonałe danie popijaliśmy  resztą białego wina. Mężowi bardzo smakował pilaw (kto wie, czy nie bardziej niż dorada). Też z kolendrą -  oboje  uwielbiamy kolendrę i lubimy  ryby, które spodziewamy się jeść od jutra codziennie -  na krótkim urlopie. Pozdrawiam serdecznie!

2011-07-31

Melon i szynka parmeńska

 Są przystawki, które (chyba?) wyszły z mody, ale ja w kuchni kieruję się raczej smakiem niż modą. Czasami też węchem... Kiedy zobaczyłam i powąchałam w delikatesach dojrzałe melony kantalupa, wiedziałam, że na kolację będzie melon w szynce parmeńskiej. I wystarczy za cały posiłek. (Ekspedientki pracowały nad krojeniem tej szynki ciężej niż w siłowni, a i tak plastry nie okazały się równo ucięte... Nic to - jeśli są cieniutkie, łatwo je owinąć wokół kawałka melona). Jeszcze tylko decyzja w kwestii wyboru  wina  - sauvignion blanc czy chardonnay? Pewnie to drugie, bo mocniej zbudowane i bardziej owocowe, melonowe w smaku ;) 

  I nic nas nie obchodzą kolejne lipcowe burze, mimo iż w ciągu całego miesiąca  zanotowano 20 dni opadów i tylko 10 dni słonecznych. Nie wiem, czy dokładnie tak było, bo w ostatnim tygodniu niemal każdy dzień był w połowie deszczowy, a w połowie słoneczny ;) Ale - dopóki są melony i pomidory - nic to!


Składniki:
  • 8 kawałków melona
  • 8 cienkich plastrów szynki parmeńskiej
  • świeżo mielony czarny pieprz
Melon przekroić, wydrążyć, pokroić na cząstki i obrać ze skórki. Kawałki owinąć szynką, ułożyć na kamiennym łupku i oprószyć świeżo zmielonym pieprzem. W upalne dni podawać po schłodzeniu. Pycha! 

2011-07-26

Tort imieninowy

 Co jest trudnego w przygotowaniu tortu? Wszystko -  chciałoby się krzyknąć! Sama nie wiem - tak naprawdę  składanie, przekładanie i dekorowanie masą wydaje mi się sztuką i  nie pomaga równo wypieczony biszkopt (mój taki był) ani obręcz, która powstrzymuje krem, ani szeroki nóż... Potrzebna jest WPRAWA, a ja takiej nie mam ;) A mimo to tort imieninowy mi się zamarzył i go upiekłam - w dodatku w dniu, kiedy przychodzili goście. O moim szaleństwie niech świadczy fakt, że w tym samym dniu upiekłam jeszcze pasztet z mięs mieszanych (!), ciabatty, ciasto z owocami, dwie tarty i wielką blachę udek z kurczaka, pieczonych z warzywami, podlanych   białym winem. Piekarnik wytrzymał. Ja niekoniecznie...

Ale  tort ten jest pyszny i naprawdę łatwy oraz szybki w przygotowaniu,  bo to wypiek podobny do tortu z Czarnego Lasu, tylko z innymi owocami. Biszkopt jest  wysoki i wilgotny, a bita śmietana - wiadomo, musi być dobrze schłodzona i tyle. Przepis na biszkopt zaczerpnęłam od Asi z Kwestii Smaku, która  napisała, że ciasto jest wilgotne i łatwe do przekrojenia, ponadto -  pyszne i niezawodne! Domowy dżem albo konfitura dodatkowo je nawilżają i podkręcają smak,  który jest bardziej intensywny niż smak samych surowych owoców.
Serdecznie polecam! Obiecuję sobie, że w tym sezonie upiekę jeszcze oryginalną wersję tortu szwarcwaldzkiego, bo z wiśniami tort ten jest doskonały (wyjąwszy gotowce z cukierni).

Składniki:

Biszkopt kakaowy - proporcje na mniejszą (22 cm) i - w nawiasie - na  większą (24 cm) tortownicę:

  • 2/3 szklanki cukru / 1 szklanka cukru
  • 5 jaj / 7 jaj
  • 1/2 szklanki kakao /2/3 szklanki 
  • 1/2 szklanki mąki tortowej /2/3 szklanki
Krem:
  • 1 litr bardzo dobrze schłodzonej śmietany kremówki (30 % lub 36 %)
  • 1/2 szklanki cukru z wanilią
  • 3 łyżeczki żelatyny
oraz:
  • domowy dżem jagodowo-malinowy (1 słoiczek)
  • kilka łyżek nalewki malinowej (niekoniecznie)
  • ok 300 g malin 
  • ok. 300 g borówek amerykańskich
  • listki mięty pieprzowej


Biszkopt piekłam w małej tortownicy - o średnicy 22 cm, dlatego zmniejszyłam proporcje składników. Zaczęłam od wyłożenia dna tortownicy papierem do pieczenia i zapięcia obręczy. (Boków tortu nie należy smarować tłuszczem ,bo nie dodajemy proszku do pieczenia! ). Następnie nastawiłam piekarnik na 170 stopni i zajęłam się ciastem. Połączyłam mąkę i kakao, potem przesiałam  dwukrotnie. Oddzieliłam białka od żółtek i ubijałam białka w mikserze około 2 minut, potem powoli dodawałam cukier, następnie po jednym żółtku, cały czas ubijając masę. Do ubitej masy dodałam mąkę w trzech porcjach i każdą porcję wymieszałam z masą jajeczną za pomocą szpatułki. Ciasto wlałam do tortownicy i piekłam około 40 minut - do suchego patyczka. Gorące ciasto energicznie rzuciłam o blat, by usunąć nadmiar powietrza (?) i pozwoliłam mu ostygnąć.
W tym czasie ubiłam śmietanę kremówkę z cukrem waniliowym  i połączyłam ją z żelatyną, którą wcześniej rozpuściłam w 1/2 szklanki wrzącej wody i ostudziłam.

Ostudzony biszkopt odwróciłam, usunęłam papier i  przekroiłam ciasto na trzy części (przyda się szeroki nóż, jak radzi Filip)  i zaczęła się zabawa z dekorowaniem: spód ciasta (który był uprzednio górą) skropiłam nalewką, posmarowałam dżemem, ułożyłam na nim maliny i borówki i  przykryłam bitą śmietaną (około 1/4 porcji albo trochę więcej). Następnie położyłam drugi blat i powtórzyłam czynności. Przykryłam ciasto trzecim blatem, całość pokryłam bitą śmietaną, sporo przeznaczając na boki,  i ozdobiłam pozostałymi owocami oraz gałązkami mięty.
 Tort najlepiej smakuje mocno schłodzony, przechowywany w lodówce. Mój nie miał szans - został zjedzony błyskawicznie! Julka pożarła dwie porcje, o czym uprzejmie donoszę :]

Wszystkim Annom życzę szczęścia i - wspaniałych tortów!