LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

2011-07-09

Crème brulee? Zawsze!

Crème brulee przygotowałam  na proszony obiad w stylu francuskim. Choć po namyśle stwierdzam, że potraw było zbyt wiele jak na francuskie menu... Dość, że podałam tartę z porami i cukinią, ratatouille, kurczaka w białym winie z tymiankiem, młode ziemniaki, sałatkę z pomidorów w musztardowym winegrecie, a na deser właśnie  crème brulee i... mimochodem upieczoną (bo zostało mi dużo białek) bezę  Pavlową. Wiem, przesadziłam nieco, a goście - jak potem skwitował pewien sympatyczny Szwed   - zostali "dobrze wyżywieni" ;) Czasami mniej znaczy lepiej i - prawdę mówiąc - jeden deser z pewnością by wystarczył! Zwłaszcza ten  crème brulee:

Składniki:
  • 2 szklanki śmietanki kremówki
  • ½ szkl. cukru + 12 łyżeczek do posypania
  • 1 laska wanilii
  • 5 dużych żółtek

Nagrzewam piekarnik do 180 stopni. W tym czasie podgrzewam  śmietankę i cukier w garnku z grubym dnem. Dodaję do śmietanki nasiona z 1 laski wanilii, wrzucam też pusty strąk i mieszam, aż całość się zagotuje. Wtedy redukuję ogień i gotuję około 10 minut. Żółtka ubijam delikatnie i stopniowo wlewam do nich  gorącą, przecedzoną miksturę, cały czas mieszając trzepaczką. Całość rozlewam do 6 foremek (wszystko zależy jednak od ich wielkości), które wstawiam do blachy lub ceramicznego naczynia z wodą (powinna sięgać do połowy foremek). Piekę krem ok. 30 minut, aż konsystencja zgęstnieje, ale nie zetnie się na bardzo sztywno. Studzę co najmniej kilka godzin,    choć  
crème brulee  najlepiej smakuje następnego dnia. Ważne, żeby deser był dobrze schłodzony.
  
Przed podaniem każdy krem posypuję równo, dwiema a nawet trzema łyżeczkami cukru.  Potem  opalam powierzchnię deseru aż do karmelizacji cukru. Ma powstać cudowna w smaku skorupka, którą miło  przebić łyżeczką. Przyznam, że nie jest to wcale takie proste, ale Mąż potrafi...

Crème brulee  pysznie smakuje z truskawkami, ale mięta do dekoracji też wystarczy. Nieco odchudzoną wersję kremu znajdziecie tutaj.
Pozdrawiam wakacyjnie!

2011-06-29

Midsommar po polsku, czyli letnie przesilenie. I ryby


Jak świętowac Midsommar po polsku? Dla Skandynawów jest to bardzo ważne święto - niemal wszyscy  Szwedzi spotykają się wtedy na festynach, w ogrodach, w daczach nad wodą, tańczą i jedzą   śledzia ze śmietaną i szczypiorkiem oraz ziemniaki, zapijając piwem lub akwawitem. Skąd wiem? - Justyna mi mówiła... 
A tak na poważnie - uwielbiam letnie przesilenie i nie ma znaczenia, czy nazwiemy je  MidsommarNocą Kupały, Sobótką czy też nocą świętojańską - czas ten ma w sobie magię najdłuższego dnia i najkrótszej nocy. To święto słońca, wody, ognia i całej  natury.
My pojechaliśmy wtedy na Mazury, jedliśmy złowione przez Mamę (!)  smażone płocie i ukleje, popijaliśmy   piwem, a na deser podjadaliśmy  truskawki, kontemplując  kiczowaty zachód słońca nad jeziorem. Było pięknie! Do domu przywieźliśmy zapas ryb i trochę wspomnień z miejsc, gdzie szumią trzciny i rosną poziomki.


Na powrót Siostry  z Prowansji przygotowałam szybki lunch - tylko smażone ryby, posypane grubą solą, sałatka z pomidorów z bazylią i zimne białe wino. Pycha! Można było dzielic się wrażeniami - pola lawendowe i  szumiące cicho trzciny, obok których  przepływa się nieśpiesznie łódką...

A ryby przyrządza się  bardzo prosto, wystarczy je złowic albo poczekac, aż  Mama wyjedzie  na Mazury ;)

Składniki:
  • płocie, leszcze i ukleje złowione przez Mamę
  • mąka
  • sól
  • cytryna

Ryby sprawione  jeszcze na łódce (to robi R.), lekko solę, pieprzę, obtaczam  w mące i smażę w głębokim tłuszczu (oleju). Odsączam na papierowym ręczniku, posypuję jeszcze raz  grubą solą i podaję chrupiące  z cytryną. Wino i sałata - wskazane!

2011-06-26

Szparagi i jaja w koszulkach

Różne kłopoty (zwłaszcza techniczne, których jeszcze nie opanowałam, jak widac) sprawiły, że odzywam się dopiero teraz. Ale... jeszcze zdążyłam! Jeszcze są! Ostatnie w tym sezonie szparagi. Gotuję je w tym roku szczególnie często, a zaczęłam tuż po świętach wielkanocnych i wcale nie chcą mi się znudzic...
Szparagi zielone podaję w domu najczęściej  - i to na różne sposoby, bo  sprawdzają się jako dodatek do mięs, składnik sałatek lub tart, jednak przyznaję, że z jajem - ugotowanym  na miękko, sadzonym albo  w koszulce - smakują mi najbardziej...


Składniki:

  • pęczek zielonych szparagów
  • 2 bardzo świeże jaja na osobę
  • 1 łyżka octu
  • 2 tosty
  • masło
  • sok z cytryny
Odłamuję zdrewniałe końce szparagów i gotuję je w wysokim garnku, pod pokrywką (tak, by główki gotowały się na parze, a łodygi -  w osolonej wodzie z dodatkiem łyżeczki cukru). Trwa to około 10 minut , ale  trzeba sprawdzic widelcem, czy łodygi zmiękły i czy główki szparagów ugotowały się wystarczająco. 
W drugim garnku zagotowuję  wodę z octem i solą i ostrożnie wlewam ze spodeczka surowe jaja*. Jedno po drugim. Gotuję je około 4 minut, zawijając brzegi białka łyżką, by nadac im ładniejszy kształt. W tym czasie przygotowuję tosty i podaję danie z masłem i cytryną. Pyszny i  prosty wiosenny obiad. Właściwie to nie tylko wiosenny, bo w naszym klimacie szparagami cieszyc się można i na  początku lata. Tak jak teraz. 

Kiedy nie mam pomysłu na sałatkę lub przekąskę -  gotuję szparagi i polewam je sosem winegret. Też pyszne!

* Jaja powinny byc naprawdę świeże, bo inaczej nie uda się ich ładnie uformowac. Moje były wprawdzie wiejskie i pyszne, ale  kształt mają taki sobie...