LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

2012-11-18

Zupa z soczewicy i pomidorów. Mocno międzynarodowa

 O, Boże, jak ja   n i e   l u b i ę   g o t o w a ć! Ostatnio muszę się przełamywać, by wejść do kuchni, nic na to nie poradzę. Postanowiłam jednakże przeciwdziałać łagodnie tej niechęci i ugotowałam zupę z soczewicy, co  naprawdę nie wymaga wiele wysiłku. Dodatek pomidorów z puszki wyostrza smak, a  pomidory zagęszczają  zupę, można więc obejść się bez ziemniaków. A przyprawy? - jakiekolwiek. Mąż poprosił, by była doprawiona na ostro. 

Mówisz i masz.  Przygotowałam więc zupę i tylko zupę (za to sycącą!), bo do gotowania dań bardziej skomplikowanych jeszcze nie dojrzałam... Użyłam za to międzynarodowych składników, bo takie akurat miałam w szufladach kuchennych. Zależało mi na tym, by zupa była nie tylko sycąca, ale zdrowa i, koniecznie, wegetariańska, jako że  od jakiego czasu zalecenia zdrowego żywienia poszły precz, co przypłaciłam gigantyczną migreną, tfu! Nie chcielibyście tego doświadczyć, zapewniam. Lepsza już dieta ;)

Tymczasem zupa: zdrowa i międzynarodowa! Polecam Wam ją, choć nie musicie używać tylu niedostępnych składników. Wystarczy trochę chili i curry...

Składniki:
  • 2 szklanki czerwonej tureckiej soczewicy (jakby lepsza od naszej, o intensywnym kolorze; kupiłam ją na tureckim stoisku w Złotych Tarasach)
  • włoszczyzna (2 marchewki, kawałek selera, por)
  • cebula
  • 2 ząbki czosnku
  • puszka włoskich pomidorów pelati
  • 2 świeże liście laurowe (albo 1 suszony)
  • 2 łyżeczki czerwonej papryki węgierskiej
  • 1 łyżeczka arabskiej mieszanki przypraw (nie mam pojęcia, co wchodzi w jej skład, ale jest to chyba ras el hanout, jeszcze z Tel-Awiwu)*
  • 1 łyżeczka curry (tym razem była to jakaś brytyjska mieszanka z Londynu)
  • 1łyżeczka chili
  • sól morska, czarny pieprz
  • bulion warzywny lub woda 
  • kiełki słonecznika
  • 1 łyżka oleju rzepakowego do smażenia 
  • 1 łyżka lnianego oleju budwigowego do polania gotowej zupy (może to być oliwa extra vergine)

Włoszczyznę pokroiłam w talarki i słupki (seler), podsmażyłam warzywa na łyżce oleju, dodałam czosnek pokrojony w plasterki i wszystkie przyprawy (poza solą i pieprzem), i dusiłam przez chwilę na średnim ogniu. Dolałam jeszcze  szklankę wrzącej wody, by przyprawy się nie przypaliły, wsypałam soczewicę i gotowałam tę gęstą pulpę około 15 minut. Następnie dorzuciłam do zupy pokrojone pomidory, liście laurowe, dolałam nieco wody i gotowałam jeszcze przez 10 -  15 minut, aż zupa uzyskała odpowiednią gęstość i konsystencję.  Na koniec dodałam sól i pieprz,  trochę wrzącej wody, bo zupa była bardzo gęsta. 

Nie ma potrzeby miksować gotowej zupy, soczewica i pomidory powinny się rozpaść. Warto jednak przed podaniem nieco ją  przestudzić, zanim posypiemy ją   kiełkami oraz polejemy olejem lnianym. W przeciwnym razie  olej budwigowy straci swe cudowne właściwości, bo nie znosi wysokich  temperatur.

Pysznie i zdrowo! Tycio też poleca tę zupę - cały czas wpychał się w kadr, musiałam skapitulować i oto on: 

* Przyprawy przywiozłam sobie w dużych ilościach z bazaru Karmel, a teraz z niepokojem myślę o konflikcie na Bliskim Wschodzie i atakach rakietowych na Tel-Awiw. Uświadomiłam sobie właśnie, że ci wszyscy młodzi ludzie, których widziałam z karabinami na ramionach, teraz noszą je nie od parady,  a licealiści, których poznałam, właśnie są w armii. Po drugiej stronie jest jeszcze gorzej i raczej nie ma co liczyć na pokojowe rozstrzygnięcie konfliktu. 

11 komentarzy:

kass pisze...

Aniu niechcica kuchenna jest mi dobrze znana, powiem nawet że dość często mnie dopada:)... co by nie mówić dla blogerki kulinarnej to przwie jak smierć:))
Co do działań w strefie Gazy to myślę ze nie skończy się to szybko, jestem przerażona tym wszystkim... miejmy nadzieję że jakimś cudem problem się rozwiąże...

An-na pisze...

Kass - u mnie niechęć do gotowania to uboczny efekt diety. Trudno mi teraz odnaleźć równowagę, powinnam jeszcze rygorystycznie przestrzegać zaleceń, zwłaszcza że mięso nie bardzo mi smakuje, a potrawy mączne wyraźnie mi szkodzą. Zostają warzywa :)

A Izrael - szkoda gadać...

Majana pisze...

Zupa wygląda pysznie. Ciekawa jestem jej smaku, te przyprawy na pewno powodują, że jest inna, oryginalna :)
Pozdrawiam.

Jabloniee pisze...

Pięknie wygląda, chyba spróbuję:)) ale kot to chyba nie lubi soczewicy. Dzieci nie powinny trafiać do wojska i powinny mieć szansę na normalne dzieciństow i dojrzewanie. Pozdrawiam.

kaprysia pisze...

Zupa kusząca, kot piękny, wojna okropna i bez widoków na pokojowe rozstrzygnięcie, ale zupełnie nie rozumiem jak osoba, która prowadzi super ciekawy kulinarny blog i pokazuje cuda, które pachną z ekranu, może twierdzić ,że nie lubi gotować;) Jak to?! Przecież Ty to uwielbiasz:)
Pozdrawiam zbulwersowana;)))

Małgosia pisze...

O Boże! An-no, jak to możliwe, że znielubiłaś (rozumiem, że tylko na chwilkę?) gotowanie? :)

Pozdrowienia :)

An-na pisze...

Małgosiu - gotuję zrywami. Jedynie. Na co dzień męczę się i brak mi kulinarnej energii ;)

An-na pisze...

Kaprysiu - chciałabym, chciała... ale ze mną ostatnio jak z ludową piosenką "Maryna, gotuj pierogi!" Pretekstów do nicnierobienia szukam :)

An-na pisze...
Ten komentarz został usunięty przez autora.
An-na pisze...

Majano - Mężowi ta wersja zupy smakowała najbardziej :)

An-na pisze...

Jabloniee - kot ciekawski do tego stopnia, że gotów spróbować i tego, co mu szkodzi...