LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

2011-11-13

Gęsi już wszystkie po wyroku...

... nie doczekały się kolędy...
No trudno -  u mnie też była  gęsina na świętego Marcina  i nie pomogła  wzruszająca pieśń Łucji Prus i Skaldów, ze słowami Agnieszki Osieckiej.  Raz w roku lubię  upiec gęś w całości, poza tym:  pochwalam  rodzącą na naszych oczach tradycję - gęś na Święto Niepodległości zamiast marszów przemocy na Marszałkowskiej!

Kiedy już udało nam się kupić gęś, a stało się to  dopiero w czwartek wieczorem (!), zaprosiłam Rodzinę na świąteczny piątek i urządziliśmy sobie jednodaniową  ucztę - pieczona  gęś z jabłkami i przystawki. Mniam. Przyjęcie było nieco improwizowane, bo zorganizowane w ostatniej chwili, ale Rodzina stanęła na wysokości zadania i przywiozła dodatki: kapusta z grzybami oraz  marynowane buraczki z  papryką od Mamy, marynowane gruszki od Teściowej, kasza gryczana, niepalona, od Siostry i  borówki... ze sklepu. Sama gęś najlepiej według mnie smakuje natarta solą, pieprzem, czosnkiem i majerankiem i  nadziana cząstkami jabłek oraz  gruszek, a potem   długo pieczona  w niskiej temperaturze (150 - 160 stopni). Jabłka i gruszki sprawiają, że  gęś nabiera wspaniałego smaku  i zachowuje kształt oraz nie wysycha. Owoców nie trzeba  potem jeść, ale można podać takie owocowe puree w osobnej miseczce. Danie  wystarczy dla 6 - 8  głodnych osób. 
Trudno taką upieczoną gęś  pokroić i ładnie podać, wjechała więc na stół  najpierw w całej okazałości -  po to, by później powrócić do kuchni dać się pokroić na spore porcje... 
Składniki:

  • 1 gęś (mrożona, "eine  junge,  polnische Gans")
  • 3 jabłka
  • 1 gruszka
  • 2 ząbki czosnku
  • majeranek
  • sól, pieprz
Gęś rozmrażałam  przez całą noc w temperaturze pokojowej, potem odcięłam kuper, usunęłam płaty tłuszczu ze środka, natarłam tuszkę solą,  pieprzem, roztartym czosnkiem oraz  majerankiem i zostawiłam w spokoju na kilka godzin. Potem nadziałam gęś cząstkami owoców ze skórką, spięłam otwór wykałaczkami i umieściłam w brytfannie z rusztem. Na spód wlałam 2 szklanki wody i  piekłam ptaka około 3 godzin  (ale warto piec nawet dłużej i po wyjęciu z pieca odstawić na 20 minut, by soki w mięsie  się ustabilizowały). Pamiętałam jeszcze,  by  często podlewać tuszkę sosem z dna brytfanny albo spryskiwać   wodą i owinęłam skrzydła folią aluminiową, by nie przypiekły się zanadto. Stopień zrumienienia gęsi można kontrolować - ja pod koniec pieczenia podniosłam temperaturę pieca do 200 stopni.  Tylko tyle. Żadna filozofia.

Przypominają mi się przy okazji  wspomnienia i powieści Joanny Chmielewskiej, która pisała, że w czasach powszechnych "niedoborów i braków w  zaopatrzeniu" zdarzało jej się przyrządzać gęś dla rodziny nawet bez żadnej okazji, bo tylko taki drób udawało się wówczas kupić bez kolejki. Kiedy indziej zaś (to chyba Lesio?) autorka pisała, że upiekli ze znajomymi całkiem niejadalną gęś, którą  nabyli  poza sezonem od osłupiałej gospodyni...  Takiej gęsi ani pieczenie, ani duszenie nie pomaga - wszak najlepsza gęsina  na świętego Marcina! Zatem: sezon na gęsinę uważam za rozpoczęty :)

Kaszę do gęsi  podsmażyłam na oleju i zalałam bulionem,  a konkretnie sosem z gęsiny oraz  wrzącą wodą, i gotowałam na niewielkim ogniu do miękkości. Pycha. Mama powiedziała, że i gęsi do takiej kaszy nie trzeba. To prawda, ale wielbiciele gęsiny górą!

Na deser były bardzo proste rogaliki  z różą od Basi. Dzięki Basiu! Przepisy na błyskawiczne ciasto krucho-drożdżowe podawałam tu i tu. Tym razem  ciasto podzieliłam na kilka części, każdą część rozwałkowałam w kształcie koła, przekroiłam  na 8 trójkątów, posmarowałam konfiturą z płatków róży, zwinęłam rogaliki, posmarowałam je rozmąconym żółtkiem, posypałam płatkami migdałów, ułożyłam na papierze do pieczenia i piekłam w temperaturze 180 stopni przez 25 minut.  Potem oprószyłam jeszcze rogaliki - dla smaku i urody - cukrem pudrem i podałam z herbatą. Z reszty ciasta   wykonałam struclę z jabłkami i orzechami.* Ot tak sobie, w ostatniej chwili... Ech! Żebym ja z równą przyjemnością  i od niechcenia lubiła sprzątać, pisać albo wykonywać te wszystkie czynności, których wykonywać nie lubię, byłabym "prawdziwym bohaterem w swoim domu", jak głosi  pewien slogan reklamowy;)

To ciasto nie doczekało się zdjęcia, ale rozwałkowałam je na cienki prostokąt, równomiernie ułożyłam na nim skrawki masła, złożyłam jak kopertę i rozwałkowałam ponownie. Zapewne warto ciasto nieco schłodzić, kilkakrotnie wałkować etc. , ale ja przecież chciałam upiec struclę błyskawiczną. I upiekłam!

Pozdrawiam Was!


22 komentarze:

amaggie pisze...

Nigdy nie piekłam gęsi, ale Ty przedstawiłaś to jako "bułkę z masłem", więc chyba wypada spróbować :)

Lina w Śmietanie pisze...

Też właśnie piekłam gęś. I w zasadzie do pewnego momentu nasze doświadczenia się pokrywają. Nasza gęś też była Polnische w niemieckim woreczku ;) No podpisuję wszelkimi wypustkami ciała pod stwierdzeniem, że sprzątanie tak od niechcenia oraz robienie wielu innych ważnych rzeczy zdecydowanie by się przydało

Magda pisze...

Pięknie zrumieniona ta Twoja gąska! ;)

Hania-Kasia pisze...

Pięknie przyrumieniona gęś. Musiała być pyszna.

kass pisze...

Aniu a ja piekę gęś na Nowy Rok, jakoś tak mam:) ale nie miałabym nic przeciwko piec także 11.11... lubie jej smak choc 'tłusta księżna' ale pychotka, rogaliki tez wygladają niczego sobie:)))
ps. a jak się ma to menu do diety?

Amber pisze...

Kochana,u mnie bez gęsi nie ma jesieni ani zimy.Nie przepuszczą!
Dzisiaj była z karmelizowanymi jabłkami i calvadosem.
Twoja taka przypieczona wzorcowo.
Ach pięknotka!
A rogalik to jeden muszę wziąć,wybacz...

An-na pisze...

Kass - no właśnie: nijak! Po prostu nijak, ale co tam - gęś uwielbiam!

An-na pisze...

Amber - ja sobie myślę, że i u mnie to nie koniec w tym sezonie. Mam ochotę na gęś z sosem śliwkowym. Czytałam, że taką jadłyście z Hanią-Kasią :)
Jabłka z calvadosem do gęsi - to jest myśl!

An-na pisze...

Amaggie - łatwo, ją upiec, bo gęś piecze się w zasadzie sama :)

Majana pisze...

Ale świetna gęś, pięknie rumiana, a ja nie jadłam jeszcze.Rogaliki także wyglądają cudownie.
Pozdrawiam:)

An-na pisze...

Lina - widziałam Twoją gęś i aż mnie zatkało, że nam się tak i przepisy, i posty, i refleksje zgodziły :0

Magdo, Haniu-Kasiu - rumiana, bo pod koniec pieczenia podniosłam temperaturę :)

An-na pisze...

Majano - jakaś cholerna klątwa nade mną wisi - ciągle nie mogę się u Ciebie zalogować, bo hasło zapominam i coś tam jeszcze... Widziałam Twoją babę ziemniaczaną i chętnie bym się zamieniła- porcja gąski za porcję babki :)

Milena pisze...

Ale te rogaliki musiały pachnieć, mm :D Też nie przepadam za sprzątaniem, ale niestety trzeba, bo potem nie byłoby gdzie zrobić potraw :D Pozdrawiam i zapraszam na mojmalykulinarnyswiat.blogspot.com

An-na pisze...

Mileno, dziękuję za odwiedziny :)

Est-Ouest pisze...

Ges! Uwielbiam i choc z tradycyjnej kuchni znam ja wlasnie z 11 listopada to od czasu jak mieszkam we Francji robie ja czesto na Boze Narodzenie... i nie pieczona a duszona troche na sposob orientalny z owocami i przyprawami... Zachwycily mnie twoje rogaliki z roza. Mam ohote sprobowac!

Małgosia pisze...

Gęsina mogłaby dla mnie nie istnieć, ale rogaliki z różą... o matko i córko! zazdrość taka mnie dopadła, że aż wstyd się przyznać. :D

Konwalie w kuchni pisze...

Pięknie przyrumieniona, aż ślinka leci :)

Gosia pisze...

alez wyzwanie!!! alez wykonanie!!! super i ges i rogaliczki. Gesi w calosci jeszcze nigdy nie pieklam,jakos mam obawy przed tak wielkim ptakiem....no,wiesz...czy sie dobrze upiecze i kto to te fure miesa bedzie jadl.....hihi-ale mam problemy ...

Pinos pisze...

Kurczę, nie trafiłam takiej gęsi. Ale gdyby mi wpadła w ręce...

Fajną masz "gęsiarkę" :)

An-na pisze...

Est-Quest - czekam niecierpliwie na Twoją wersję gęsiny.

Małgosiu - nie jadasz gęsiny?! Ech, zapraszam na rogaliki :)

Konwalie - dzięki za odwiedziny:)

Gosiu - to mit z tą furą jedzenia ;)
Pinos -w tej gęsiarce jedynie podaję ptaka, piekę w solidnej, metalowej, z rusztem :)

buruuberii pisze...

O rey, te rogaliki, juz niewzane ze z roza (ogromnie sie ciesze ze sie przydala:), ale z migdalami i kruchym-drozowym - obledne, kiedys sie wreszcie musze tego ciasta nauczyc!

PS. Aniu, czescy przyjaciele pytaja nas czy u nas ges na swietego Marcina to nowosc, czy tradycja. Mi ta tradycja jeszcze are lat temu byla nieznana, jak to jest u Ciebie?

An-na pisze...

buru - gęś na Marcina to tradycja stara, ale głównie wielkopolska. W innych regionach jadało się gęsi częściej na święta, Nowy Rok - w każdym razie od listopada, bo wtedy są najlepsze. Moja mama wspomina, że u dziadków jadało się gęsi na niedzielę - po prostu hodowla była w każdym gospodarstwie z dostępem do wody i do pastwisk ;)