LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

2009-06-20

Gulyasleves, czyli węgierska zupa gulaszowa

A może zupa gulaszowa? Warto skorzystać z takiej sobie pogody i ugotować rozgrzewającą, lekko pikantną zupę mięsną. Ta zresztą powstała na wyraźne życzenie mojego Męża. - Co dziś ugotować? - zapytałam od niechcenia. - Gulaszową - usłyszałam szybką odpowiedź. Mówisz i masz - pomyślałam. Sama też lubię zjeść tę zupę od czasu do czasu. Mam jeszcze węgierską słodko-pikantną paprykę (to ma znaczenie, polska jest do kitu, uważam), pastę paprykową, też węgierską, i wędzoną paprykę w proszku. Do dzieła!

Nie chce mi się za bardzo narzekać, ale muszę chyba napisać, że w ciągu ostatnich dwóch tygodni zjadłam tyle kulinarnego paskudztwa - nad morzem (Mierzeja Wiślana) i w Warszawie, że tęsknię do normalnego, domowego jedzenia. Nie musi być polskie, ale niech - do diabła! - nie będzie fusion. Specjalnie poprosiłam w pewnej knajpie o sushi bez curry (sic!), bo takie tam mi kiedyś podali, to dostałam maki z tuńczykiem i ... cebulą! Cholera, smakowało jak niedobry i mało świeży śledź. I to z ryżem i wodorostami. Potworne! Zamiast sosów za to polska kuchnia domowa (Piaski na Mierzei) serwuje krochmal, a zupa pomidorowa składa się tam z vegety, suszonych warzyw i koncentratu z puszki. Dno kulinarne. Kuchnia studencka po prostu.

Ach, jeszcze jeden cudowny kulinarny pomysł - w knajpie, zwanej Knaypą, która reklamuje się jako polska, z kuchnią warszawską (bo to w stolicy), dostałam pierogi z kapustą i z grzybami płaskie jak naleśniki, rozgotowane i podane na obrzydliwie pretensjonalnym talerzu, finezyjnie przybranym posypką (pyłem!) z pietruszki, za to same pierogi były bez jakiejkolwiek omasty, bo szef kuchni tak to sobie wymyślił, jak mi powiedziano. Niech wymyśla dla innych. Ja tam nie wrócę. I tam też. I tam. I jeszcze tam, gdzie wtedy... Fajnie. Nie muszę jadać w knajpach. Choć lubiłabym... Wy też? Znajomi mówią, że podniebienie mam zbyt wyrafinowane, a ja im odpowiadam, że to się rozwija z wiekiem i w miarę zdobywania kulinarnego doświadczenia, a większość knajp w Polsce nie zasługuje na istnienie i tyle.

A w węgierskiej restauracji, że powrócę do głównego wątku tego posta, dostałam zupę rybną, która "rybiła" bardzo i w składzie miała śmieciowe resztki z ryby. Też dobrze. Sama sobie ugotuję. Ale nie teraz. Tym razem proponuję zupę gulaszową.

I tak - jeśli macie dobrej jakości wołowinę i dobrą paprykę - zupa się uda. Jeśli nie macie pewności co do mięsa, lepiej użyć wieprzowiny. I bez kukurydzy, na Boga! Za to z kminkiem, cebulą, pomidorem, ziemniakami i kluseczkami, jeśli macie cierpliwość. Ja miałam.

Składniki:
  • około 50 - 60 dkg mięsa wołowego (ligawa, wołowina "zrazowa")
  • 2 papryki - czerwona i żółta albo, jeśli ktoś lubi, zielona
  • 2 duże cebule
  • 2 - 3 ząbki czosnku
  • 2 - 3 łyżki papryki słodko-pikantnej
  • trochę papryki wędzonej w proszku (1 - 2 łyżki)*
  • 2 łyżki ostrej pasty paprykowej (niekoniecznie)
  • 2 marchewki
  • kilka ziemniaków
  • pomidor
  • 1 łyżeczka kminku (ja daję utłuczony w moździerzu)
  • sól
  • 2 łyżki oleju albo smalcu
  • kluseczki csipetke (mąka, jajko, sól - jak nasze zacierki)
Cebulę i czosnek kroję w kostkę, mięso również w kostkę ( ok 1/5 - 2 cm). Najpierw podsmażam cebulę z czosnkiem na oleju, dodaję mieloną słodką paprykę i paprykę wędzoną, i przez chwilę rumienię (nie wolno przypalić, lepiej wlać 2 łyżki wody!), dokładam mięso i duszę wszystko we własnym sosie ok. 30 minut. Dolewam wodę, (nie za dużo, zupa powinna być dość gęsta) dodaję ziemniaki pokrojone w kostkę, paprykę pokrojoną w paseczki i pomidora startego na tarce, pokrojoną w talarki marchewkę, kminek (roztarty w moździerzu) i paprykową pastę, pieprz, sól. Gotuję do miękkości. W tym czasie robię kluseczki - zagniatam bardzo twarde ciasto i odrywam małe kluseczki w kształcie zacierek, z których w palcach formuję nieregularne wałeczki. Gotuję je od razu w zupie. Jeszcze tylko sprawdzam, czy zupa jest wyrazista, doprawiam w razie konieczności ostrą papryką i czosnkiem -  i podaję w miseczkach.

Mężowi smakowała. Zapach czuć było już na klatce schodowej. Fajnie.

*Papryka wędzona daje specyficzny dymny posmak, ale jeśli jej nie ma - wystarczy dodać - według gustu - sporo mielonej papryki słodkiej i ostrej. Zupa powinna być wyrazista, mocno paprykowa i czerwona w kolorze, ale od papryki, nie od pomidorów...


14 komentarzy:

Ori pisze...

Taka zupa to specjalność mojej Mamy, od razu poczułam ten cudny aromat po przeczytaniu Twojego opisu!Pozdrawiam:-)

Magoda pisze...

Aż się boję czy wraz ze Świętą Kobietą sprostamy i czy potrafimy zadowolić Cię kulinarnie!
Pozdrawiam An-no i odliczam dni do spotkania.

An-na pisze...

Ori - to miło, że przypomniałam Ci smak :)

Magodo - jaaaaasne... pozwoliłam sobie na trochę jadu, bo naprawdę polska gastronomia to kompromitacja. Poza tym - ja gotuję przeciętnie, choć z pasją, (właśnie chleb mi popękał...) i to nie ja zbieram, lecz Ty - sama pisałaś - oklaski za swe potrawy :)

Też się cieszę na przyjazd do Was. Pozdrawiam :)

Małgosia.dz pisze...

Ojojoj An-no, widzę, że w tych restauracjach mocno nastąpili Ci na kulinarny odcisk .;-) Ale rozumiem, rozumiem doskonale, bo tez coraz częściej wychodzę z tej czy tamtej z postanowieniem, że tutaj to już ostatni raz (często pierwszy i ostatni).
I chyba też coraz częściej dochodzę do wniosku, że nie masz jak pyszne, domowe jedzenie... czyste, pachnące, estetyczne i ze składników b. dobrej jakości.

aagaa pisze...

An-no czy paprykę wędzoną można zastąpić inną? Tak mi narobiłaś ochoty na tę zupę,że szok.
Pozdrawiam serdecznie

An-na pisze...

Małgosiu, frustracje gastronomiczne musiały się ze mnie wreszcie wylać, bo wyjścia do polskich knajp, tych na średnim poziomie cenowym, to istna ruletka. Oby nie rosyjska...

Aga - oczywiście, że można zastąpić ją zwykłą, dobrą słodką papryką mieloną i dodać albo czuszki, chili czy jakiejś innej ulubionej ostrej i wyrazistej papryki. Ta wędzona, mielona, dostępna jest w różnych eleganckich delikatesach albo w Marksie & Spencerze...

Ponadto - ta zupa przypomina nieco forszmak, zwłaszcza przygotowana z wieprzowiny ;)

aagaa pisze...

Dzięki Anno.Zrobię ją na pewno..

Elisse pisze...

Wspólczuję Ci bardzo biedna kobieto...ja się nauczyłam i po knajpach właściwie już nie jadam, chyba ,że sprawdzone, albo ewentualnie sałatki...pomidor to pomidor, jajko też, cebulę poznam i przynajmniej wiem co jem:)
Zupę gulaszową uwielbiam i choć jestem po obiedzie to znowu jestem głodna:( Mąż karze robić mi badania na pasożyty-świń jeden, ale to fakt, że jeść to ja mogę cały czas.
Ale przynajmniej co zobaczyłaś to Twoje!

An-na pisze...

Aga, gotuj :)

Elisse,ja mam takie momenty w życiu, że knajpy lubię odwiedzać albo muszę/chcę do nich chodzić w porze lunchu ( czytaj: obiadu) lub w podróży. Stąd te urocze obserwacje ;) A ile jeszcze ominęłam! - zważ, że nie podjęłam tematu smażalni ryb w tym kraju nadmorskim ;)

Pozdrawiam serdecznie, jestem fanką Twojego Osiołka :)

buruuberii pisze...

An-na, hmm zupa gulaszowa z ta papryka wedzona - czy taka papryke mozna w Polsce kupic? Opisalas ja tak fajnie, ze az bym sprobowala!

A z polskimi knajpami: to przerazajace i szkoda ze tak trafilas, choc z drugiej storny dobrze, bo juz mialam wrazenie ze tylko ja dochodze do podobnych wnioskow. Pomiem Ci, ze lepiej z pasja, smak jest wtedy o niebo lepszy niz fusion ktore ma zaspokoic mieszanka skladnikow - tu jestem absolutnie za tradycja, jak to mowie "klasykow sie nie ulepsza" :-)
Pozdrowienia sle!

An-na pisze...

Buruuberii, mielona papryka wędzona ma nieco dymny smak, bardziej wyrazisty, a jest dostępna w sklepach typu delikatesy i ...w dziale spożywczym w Marksie & Spencerze. Może i w Pradze?
Pozdrawiam :)

Ania pisze...

O, o, o, wypraszam sobie z tą kuchnią studencką! ;))) Jako całkiem świeża absolwentka UG pragnę podkreślić, że nie każdy tak je na studiach ;)))

HI hi, uŚmiałam się zwłaszcza przy fragmencie o krochmalu zamiast sosów, jakie to prawdziwe!

I NIE CIERPIĘ tych wieśniackich posypek dokoła talerza, to gorsze niż kwiaty z marchewki...

A gulaszowa miodzio. Na dzisiaj idealna!

Komarka pisze...

Ja sobie czasem myślę, że większość tych szefów, co to np. wymyślają sobie pierogi bez omasty powinni zamiast myślenia odwiedzać blogi kulinarne - na pewno czegoś by się nauczyli ;)

A zupa gulaszowa pycha. Co prawda u mnie króluje jesienią, ale akurat teraz (leje jak z cebra za oknem!) też bym chętnie zjadła :)

An-na pisze...

Aniu, byłam pewna, że zareagujesz ;)

Ja wiem, że nie wszyscy studenci jadają badziewie; choć nie mieszkałam w akademiku, bywałam tam i moje koleżanki żywiły się świetnie i twórczo, ale inni - głównie "twórczo"... Studencka kuchnia to według mnie - 3 x brak: brak pieniędzy, brak talentów i brak wyobraźni - ketchup i ser żółty na wierzch, a pod spodem - co się znajdzie ;)

Komarko - święta racja! A gulaszowej już nie ma :)