LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

2009-03-24

Zupa z mrożonych warzyw


Nie jestem pewna, czy zamieszczanie takiego przepisu ma sens, bo każdy potrafi przecież ugotować zupę z mrożonki i to z ulubionych warzyw, nie tylko śmieciową, ale ta wersja udała mi się szczególnie, więc zaryzykuję...

Postanowiłam - i twardo się tego trzymam - zacząć opróżniać zamrażarkę z nadmiaru zgromadzonych zapasów i gotować potrawy, niczego nie dokupując. Przejrzałam zatem szufladę pełną mrożonek i wymyśliłam zupę z kalafiorów i brukselki, dla której bazę stanowił bulion z innej mieszanki warzywnej, takiej drobnej "włoszczyzny" julienne. Zadbałam o to, by nie rozgotować brukselki, a tym bardziej kalafiora oraz by dobrze doprawić zupę i uzyskałam coś naprawdę smacznego. A że zabrakło ziemniaków, zjedliśmy zupę z pysznym (domowym, oczywiście) chlebem. Myślę, że grzanki czosnkowe lub serowe byłyby również bardzo na miejscu...
Wczesną wiosną (nawet tak fałszywą jak ta za oknem) lubię jeść proste zupy bez mięsa, jakieś łatwe i lekkie kasze czy warzywa gotowane na parze. Mam takie poczucie (złudzenie?), że dbam o siebie, bo dobrze się wtedy czuję. Popijam sobie ziółka, wodę z cytryną, jakieś strukturalne koktajle i spokojnie czekam na wiosnę. Kiedyś urządzałam jeszcze głodówki, teraz mi na szczęście przeszło, bo od tego tylko przybywa kilogramów ;) Uważam, że lekkie zupy w zupełności wystarczą...

Składniki:
  • mieszanka mrożonej włoszczyzny (pory, marchew, seler i in.)
  • mrożone kalafiory
  • mrożona brukselka
  • 2 ząbki czosnku
  • kilka ziemniaków, jeśli są w domu
  • kilka gałązek koperku i natki pietruszki ew. tymianku
  • liście laurowe, pieprz, sól, ziele angielskie
  • ekologiczna jarzynka lub kostka bulionowa warzywna
  • masło (jeśli się odchudzamy, dodajemy go naprawdę niewiele)
  • woda lub domowy bulion, jeśli mamy w domu takowy
Najpierw podsmażam na maśle drobną mieszankę warzyw i czosnek, potem zalewam warzywa niewielką ilością wody, dodaję przyprawy i duszę przez kilka minut w tym maślano-koperkowo-piertuszkowo-czosnkowym sosie. Następnie dokładam brukselkę i kiedy ta trochę zmięknie, dorzucam kalafiory. Tu zaczynam pilnować zupy, bo kalafiory gotują się szybko, a muszą pozostać w całości. Przyprawiam solą i pieprzem i ostrożnie wykładam do miseczek. Posypuję bazylią albo natką, albo resztą koperku. Duuużo! Mniam!
Acha, wody daję naprawdę niewiele, bo zupa powinna być dość gęsta, a warzywa puszczą jeszcze przecież sok.

15 komentarzy:

Laeriss pisze...

Je vous remercie pour votre lien vers A Heart in Provence, j'en suis très flattée.
Je me suis permise de vous citer dans ma rubrique "My readers"
Amitiés.

buruuberii pisze...

Czesc An-na :-)
Dziekuje wielkie za wpisy - starsznie jestem nieobowiazkowa w odpisywaniu. Jej, brukselka ale mnie ucieszylas, mi w ostatni piatek opadly rece, bo zaplanowalam na obiad brukselke zasmazana z bulka tarta, a tu w sklepie brukselki brak.
Laczy nas widze wiecej niz tylko Beskid Niski - jeszce te buchty :-)
Pozdrowienia, Basia aka Buruuberii

An-na pisze...

Laeriss - :)

Basiu - jeszcze cebularze i ciekawość do kultury żydowskiej oraz kuchni izraelskiej nas zapewne łączy. A może i do literatury...?

Tilianara pisze...

Oooo, widzę znajome postanowienie :) I ja ostatnio "sprzątam" spiżarkę i lodówkę :) A zupka bardzo smakowita i podobne w stylu i u mnie się pojawiają - mrożonki, zioła, doby bulion mmm i wspaniały chlebek :)

Magoda pisze...

Właśnie dzisiaj postanowiłam posprzątać lodówkę :))))
Jak zwykle u Ciebie wspaniale opisane i pokazane wszystko. Dziękuję!
Pozdrawiam serdecznie.

buruuberii pisze...

An-na, no te cebularze to jest to! ten smak ciagnie sie za mna latami :)
Kuchnia zydowska i izraelska zaciekawila mnie dawno temu z totalnej chyba przekory - jakby na zlosc tym ktorzy innych nie akceptuja (enigmatycznie, ale pewnie sie domyslisz:), nie pomyslalabym wtedy ze kiedys bede na dluzej w Izraelu i bede mogla go poznac od kuchni.
Literatura? Jej, ciagle mam wrazenie, ze malo czytam :-)

kass pisze...

Świetna zupa, brukselka, kalafior...na dietę w sam raz!

An-na pisze...

Dziewczyny, no to sprzątamy te lodówki!

Buruuberii - ja też trochę na przekór, a trochę z ciekawości te kuchnie lubię, a co do literatury - to Edgar Keret ostatnio ;)

buruuberii pisze...

An-na, przedarlam sie przez niektore Twoje starsze posty i odkrylam ten o jagodziankach. I teraz ja zaniemialam - jakbym go pisala sama, dokladnie tak samo poszukiwalam smaku idealnej mokrej drozdzowki (zreszta widze obie jestesmy fankami prawdziwej wanilii :) - tak mi to bliskie, ze niemozliwe...
Do Kereta niestety nie dotarlam jeszcze, utknelam ostatnio na histoii Jerozolimy. Papa

An-na pisze...

A widzisz - ja nawet na zdjęcia u Ciebie patrzyłam zaskoczona - jakbym sama niektóre robiła ;)

buruuberii pisze...

Wydawalo mi sie zawsze, iz cos takiego sie nie zadaza, ale mowia "nigdy nie mow nigdy" :)
A smaki dziecinstwa An-na: jestem ciekawa - jeslibys miala wybrac ze 2-3 to co by to bylo?

An-na pisze...

Sama nie wiem, bo to dla mnie ważne, i wiele jest tych smaków, ale na pewno zapach cytryny, smak barszczu, kanapek z jajem na twardo, drożdżowego ciasta, podpłomyków z wiejskiego pieca... To nie zawsze było tak, że karmiła mnie tym rodzina, ale zdarzało mi się próbować jedzenia u kogoś (jak to dzieci!) i doznać kulinarnego wstrząsu. Boże, do dziś pamiętam pierogi z kapustą u sąsiadki i sałatkę jarzynową z fasolą...

Ciekawe,jakie są Twoje smaki?

buruuberii pisze...

O przypomnialas mi An-na o smakach dziecinstwa "z innych domow" - sa tzw. bulki na parze ktore jadlam lat temu nascie-nascie w domu jednej z kolezanek, z bulka tarta i maslem, niedoscigniony ideal. Moje domowe dziecinstwo to bedzie zdecydowanie ciasto drozdzowe, pierniczki, konfitura z dzikiej rozy i chleb babci Celi posypywany makiem. z owego wiejskiego pieca..
Wyobraz sobie, ze chce zamowic cos Kereta :-) poradz porosze cos na poczatek!

An-na pisze...

Chleb wiejski mojej ciotki ja też powinnam dodać i podpłomyki sąsiadki...

A Kereta zaczęłam czytać od tomu opowiadań "Rury". On jest w ogóle mistrzem małej formy. Meduzy - film jego żony, a właściwie ich wspólny - widziałaś?

buruuberii pisze...

Nie widzialam Meduz (oj choc sa na mojej liscie) bo po "Changeling" chcialam dac mojemu Lukaszowi chwile wytchniena od dramatow, ale izraelski wiec w sumie pewnie sie skusimy szybciej :-)
Odnosnie czytania to wybor zawezilam wstepnie do wymienionych przez Ciebie opowiadan "Rury" i "8% z niczego" czyli zaczne od wczesniejszych to jest dobra sugestia!
Mysle nad smakami dziecinstwa i przedszkolana zapiekanka ziemniaczana dzieki ktorej smak czarnego pieprzu poznalam przychodzi mi jeszcze na mysl... Papa