LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

2009-08-10

Tarta z kurkami i cukinią oraz kilka miejskich refleksji

Czasami trudno odnaleźć przyjemność z bycia tu i teraz. Najbardziej marzy mi się pobyt na wsi, w domu z werandą, sadem pełnym starych drzew i ogrodem, z biegającymi wokół zwierzakami. Chciałoby się rwać porzeczki prosto z krzaka, wyjść do warzywniaka po drobne cukinie i upiec tartę...

No tak, to musiałby być dość nowoczesny dom, z dobrze wyposażoną kuchnią, a jakże, nie ma to tamto ;)

Póki co, pozostaje przyjemność mieszkania w mieście:

- poranek z kotem na balkonie (kot to uwielbia i sobie przysypia na poduszce, ja popijam kawę i zerkam do gazety)

- wyprawa do księgarń w centrum (odwiedzam głównie naukowe, czasami Czułego Barbarzyńcę albo Tarabuka i siedzę tam przy kawie, leniwie przeglądając książki)

- wizyta w wydawnictwie po ostatni numer pisma, w którym właśnie mnie wydrukowali (znowu nie mogłam być na promocji numeru)

- jazda autobusem nieznanej linii w kierunku Burakowskiej (mieszkam w Warszawie już 20 lat, ale i tak nie wiedziałam, gdzie dokładnie muszę wysiąść i bardzo byłam podekscytowana nieznaną mi trasą)

- wizyta w Red Onion, gdzie mogłam buszować do woli i z otaczających mnie zewsząd snobizmów wyłowić coś dla siebie, czyli jakieś nowe talerze, kubki i miseczki... Notatnikom Moleskine tym razem darowałam (w czasach Hemingwaya nie było laptopów), książkom kucharskim i albumom wnętrzarskim też (to zadziwiające, jak jeden sklep może kształtować gusta niezdecydowanym - dobre meble, ciekawa ceramika, kuchenne gadżety, najlepsze filmy i nawet literatura piękna - książki nominowane albo nagrodzone Nagrodą Nike czy Bookera. Na koniec ulubione lody, oczywiście Haagen-Dazs. Nie masz gustu/pomysłu/inspiracji/a nawet osobowości - jest Red Onion. Wiedzą o tym na przykład aktorzy albo ich styliści. A jednak... warto)

- kupno kurek i cukinii na ulubionym straganie, gdzie jest nieco drożej, ale wszystko w najlepszym gatunku i - pieczenie wspaniałej tarty, z dodatkiem przywiezionego z Zurychu sera.

Miasto nie jest złe. Zapraszam na miejską tartę.

Składniki:

Ciasto ulubione, u mnie zwykle kruche:
  • 175g mąki (około półtorej szklanki, może być nieco więcej)
  • 2 żółtka
  • 12 dkg masła
  • szczypta soli.
Farsz:
  • 25 dkg kurek (jakieś dwie garście)
  • 2 młode cukinie
  • 1 cebula
  • 1 mały pojemnik śmietany 18%
  • 2 jaja
  • kawałek, około 10 dkg sera gruyère (appenzeller lub ementaler też może być)
  • sól morska, świeżo zmielony pieprz
  • koperek, tymianek, ew. szczypta gałki muszkatołowej
  • olej z pestek winogron albo rzepakowy + łyżka masła


Nagrzewam piekarnik do 200 stopni i szybko przygotowuję ciasto według zmodyfikowanego odrobinę przepisu Neli Rubinstein: Miękkie masło mieszam z żółtkami i solą, dodaję mąkę i zagniatam ciasto w kulę. Gotowe. Można schłodzić, ale ja wylepiam nim (bez żadnego wałkowania!) wysmarowaną masłem tortownicę i na chwilę wstawiam do lodówki, jeśli mam czas. Jeśli nie - też się uda. Ciasto nakłuwam nożem i piekę na złoto w temperaturze 200 stopni. Tym razem miałam czas i wstawiłam formę z ciastem do lodówki. Czasami przed pieczeniem smaruję surowe ciasto rozmąconym jajkiem - nie tylko pięknie błyszczy, ale jest jakby smaczniejsze i farsz go nie nasącza...

Kiedy ciasto się chłodzi i piecze, przygotowuję farsz: smażę na dużej (!) patelni piórka cebuli, dorzucam umyte kurki, po chwili dodaję pokrojoną w plastry cukinię i smażę dalej do odparowania nadmiaru wody i lekkiego przyrumienienia składników. (Jeśli patelnia jest mała, radzę podsmażać składniki partiami). W misce mieszam śmietanę, dwa jaja, starty ser, dodaję farsz z patelni i wykładam na podpieczone kruche ciasto. Piekę około 25 minut, dopóki farsz się nie zetnie. Najlepsza ciepła, lekko ostudzona. Podaję z miską sałaty albo i bez niej. To jest pyszne. Nie tylko dlatego, że ja lubię tarty...


19 komentarzy:

Tilianara pisze...

Aniu, ale się zgrałyśmy - i ja właśnie robię tartę z cukinią, choć ja zamiast kurek koperkiem ją dopełnię, jak ostatnio Polka :)

Ach, nie mogę się napatrzyć na Twojego kiciusia, a do marzeń o domu z werandą, sadem pełnych starych drzew uśmiecham się, bo i sama mam takie :)

aagaa pisze...

O ludzie!Takie smakowitości !Jak ja wysiedzę w pracy jeszcze godzinę..
Pozdrawiam

kass pisze...

Aniu to jest cudo nie tarta! Powiększyłam sobie zdjęcie (masochistka ze mnie!) żeby choc oczy nacieszyc, póki sama sobie takiej nie zafunduję...
Miasto nie jest złe jeśli mieszka się w takiej dzielnicy jak moja...poza tym mam ogród, obok rzeke z terenami zielonymi, parki, ulice obsadzone drzewami (jeszcze poniemieckie nasadzenia)...takie miasto lubię...ale jak się nie ma co się lubi...

buruuberii pisze...

An-na, rany - znowu te Twoje cudne tarty, ciagle sobie obiecuje, ze jak juz na powaznie zaczne gromadzic domowe sprzety, to forma na tarte i kamien do chleba beda pierwsze, chyba nawet przed nowym ekspersem do kawy!

Wogole to znow napisalas wpis ktory moglby byc moj (poza wydawnictwem i nieznana linia:). Gdybym tak mieszkala w Warszawie to szla bym pobuszowac w Red Onion, obejrzala bym, ale nie kupila Moleskina i na koniec zjadla Haagen-Dazs :) A ktory smak Anna?

An-na pisze...

Tili, no to czekam na Twoją tartę :)

Aga, dzięki, częstuj się :)

Kass, dobrze Ci; w Warszawie mieszkanie na obrzeżach znaczy ostatnio tyle, że się dojeżdża z bardzo daleka do pracy, więc pomieszkam sobie w bloku... A tartę upiecz koniecznie!

Buruuberii- kiedy mam czas, lubię jazdę nieznaną trasą i lubię tę moją nieznajomość Warszawy :)

A lody - ostatnio z orzechami macadamia. A Twoje smaki?

margot pisze...

Aniu ,tarta to normalnie cud
Aniu co za wydawnictwo ciebie drukuję ,proszę napisz mi ,plisss

Ania pisze...

Też ciekawam tego wydawnictwa... Zdradzisz tajemnicę?

Piękna tarta. Kusi!

Bea pisze...

Widze Anno, ze mamy podobne marzenie :) Choc wiem, ze pewnych 'miejskich' przyzwyczajen by mi brakowalo, przynajmniej na poczatku; ot chociazby wizyty w ksiegarni, kiedy tylko mam na to ochote, a nie kiedy 'akurat' jestem w miescie. Choc oczywiscie domek na wsi, ogrod i sad ma wiele innych zalet :)

Tarta brzmi pysznie i chetnie kiedys sprobuje kurkowo-cukiniowego polaczenia.

Pozdrawiam!

PS. A czy udalo Ci sie kupic te 'kulki' serowe???

MariaPar pisze...

Witaj Pasjonatko jedzenia ! Cudo ! Pozdrawiam i zapraszam.

An-na pisze...

Margot, Aniu, w tym miejscu nie mogę tego zdradzić, napiszę w e-mailu ;)

Beo -tak, miejska codzienność ma swój urok i bywa bardzo wygodna, o domu wiejskim marzę głównie latem :)

O serach jeszcze napiszę, a kulek serowych nie znalazłam ani w Zurychu, ani we Fryburgu... Izabelle nawet o nich nie słyszała... Powinnam była Cię zapytać, gdzie je można kupić, rozumiem, że w Bernie i okolicach?
Nic to, może Iza przywiezie mi ją w końcu sierpnia :)


MariaPar - witaj, dziękuję za odwiedziny, już do Ciebie biegnę :)

Bea pisze...

A to szkoda... Ja je kupuje 'u siebie', znaczy w Lozannie; wydawalo mi sie, ze pisalam Ci nazwe sklepu tuz przed Twoim wyjazdem, ale moze sie myle... Ja kupuje je w sieci Globus, wiec moze i tam Isabelle bedzie mogla je kupic.

An-na pisze...

Beo!
A widzisz, byłam za mało stanowcza i ostatecznie nie pojechaliśmy do Lozanny, lecz do Lucerny. Do tej pory żałuję... Nasi współtowarzysze podróży tam się wybrali, kiedy my z kolei pojechaliśmy do Lugano...
Sama nie wiem, jak do tego doszło, bo Lozanna była w naszych planach. Ech!

Bea pisze...

Anno, Lozanne zwiedzisz nastepnym razem ;) A siec sklepow Globus jest absolutnie w kazdym wiekszym (i troche mniejszym ;) ) szwajcarskim miescie, wiec z pewnoscia Isabelle Ci serek nastepnym razem dostarczy :)
I mysle ze Lugano to byl tez dobry wybor! :)

An-na pisze...

Tak, jeszcze o tym napiszę :)

Ania pisze...

To co, czekam na e-maila?
Hm... A jeśli okazałam sie wścibska, po prostu to pomin milczeniem.

Ori pisze...

Tarta wygląda zniewalająco i szarpie moje biedne nerwy. Anno - albo warzywniak albo biegające zwierzątka!;-)I też chcę wiedzieć, gdzie Cie wydrukowali, domagam się informacji! A miasto istotnie jest miłe latem i jesienią

majana pisze...

Fajna ta Twoja miejska tarta ! Zjadłabym:))

An-na pisze...

Aniu, Ori, napisałam...

Majano - częstuj się, miejska też dobra ;)

buruuberii pisze...

Anna, to fajnie jechac w nieznane, niestety mam obsesje na punkcie map i nim gdzies sie wybiore to juz mam mape "w glowie", lubie te obsesje jednak :-)

A lody Haagen-Dazs, od pierwszego sprobowania czekolada belgijska, a wspomniane przez Ciebie z orzechami macadamia zaraz za nimi...